odc.12 Strata kolejnych łowców.

Tydzień później ,Szpital miejski w Wenecji.

-Czy można już z nią porozmawiać?-spytał zniecierpliwiony Dante.

-Tak ,przez tydzień zablokowaliśmy rozmowy ,bo pojawiły się komplikacje.Ledwie ją odratowaliśmy ,ale teraz już wszystko w porządku.-odpowiedział Lekarz Martin.

-Jak tam?-zapytał Dante wchodząc do sali ,w której leżała Zhalia.

-Teraz dobrze ,wczoraj miałam bule.Kto był dawcą?-zapytała Zhalia.

-Powiem ci kiedy indziej.Za dwa tygodnie chcą cię wypisać.Będziesz musiała przez miesiąc siedzieć w domu i się oszczędzać.-powiedział Dante.

-Ale Wojownicy…-nie dokończyła.

-Znam cię.Posiedzę z tobą w domu ,żebyś mi nie uciekła.-powiedział z uśmieszkiem Vaile.

-A co z Sophie i chłopakami?-spytała drążąc temat Zhalia.

-Den i Harrison im pomogą.

-A Montehue?-ciągle pytała Zhalia.

-Scarlet i Tersly są z nim.

-A gdzie w ogóle reszta?-zadała kolejne pytanie.

-Ty mi nie wyglądasz na chorą.-uśmiechnął się Vaile.

-Bo jestem zdrowa.Tylko ,mam nie wiem czyj kawałek wątroby.-przebiegle odpowiedziała.

-Nie potrzebujesz czegoś?-spytał Dante.

Przynieś mi jakąś książkę.Albo nie.Trzy!Przynieś mi :

Pięćdziesiąt twarzy Graya ,Ciemniejszą stronę Graya i Nowe oblicze Graya.

-Jak sobie życzysz.

-Gdzie reszta?-spytała.

-Jest 11:30.Pewnie dopiero wstali.-odpowiedział.

-Lok i Sophie nie mają przypadkiem lekcji?-zadała kolejne pytanie.

-Mają wakacje.Od wczoraj.-odpowiedział Dante.

-Idź po książki.-ponagliła Dantego.

-Dobra ,już.-zgodził się.

Dom Dantego ,Wenecja ,Włochy.

-Le Blanch ,o co chodzi?-spytała Sophie .

-Na bastion w Kenii napadli Wojownicy Cienia !-krzyknął lokaj.

-Spokojnie.Teleportacja!Lok ,Paolo wy też.

-Łee.Nie zdążyłem zjeść śniadania.-powiedział leniwie Lok.

-Nie marudź.Teleportacja!-użyła mocy Sophie.Po chwili byli pod bastionem w Kenii.

-Sophie ,nareszcie.Walczymy ,ale są silniejsi!-krzyknęła Viviane.

-Spokojnie.Gdzie Posępni Opiekunowie?-zapytała Sophie.

-Le Blanche po nich poleciał.-oznajmił Santiago.

-Dobra.Lucas ,ty ,twoja drużyna ,Focauld ,Paolo,Viviane i jej strażnicy na Wojowników!Lok ,ty ja i Santiago zabawimy się z dowódcami.Już!-zarządziła Sophie.

-Co to za łowca?-zapytał Focauld.

-Dowiesz się.-odpowiedziała mu Sophie.

-Natrzyj na nich ,Ciemny czarowniku*1!-wezwali 10 tytanów Wojownicy.

-Zaskocz ich ,Mglisty Wojowniku*2!-wezwali 5 tytanów Wojownicy.

-Uderz ,Templarze!-wezwał tytana Lucas.

-Przyzywam siły natury ,Dzikoleśna Druidka!-wezwała tytana Lane.

-Pokonaj ich ,Drelixie*3!-wezwał tytana Focauld.

-Garda Honoru!-zasłonił się przed Ciemną Kulą Focauld.

Tytany Wojowników były silne.Mgliści Wojownicy walczyli z Templarem.Żaden tytan nie odpuszczał.Dzikoleśna Druidka walczyła z dwoma Ciemnymi Czarodziejami.Przy pomocy Drelixa ,Dzikoleśna Druidka pokonała wszystkich.Szybko potem tytany dołączyły do Templara.Mgliści Wojownicy władali dobrze mieczami.Nagle jeden z Mglistych Wojowników został pokonany.Szybko potem padła reszta Mglistych Wojowników.Okazało się ,że załatwił ich Schinobi ,który po pokonaniu Mglistych wrócił do Santiago walczącego ze Szwikiem.Łowcy walczyli z Wojownikami.Ci jednak używali wielu zaklęć ,przez co ciężko było ich pokonać.Walka pomiędzy Lokiem i Gultardem była bardzo zacięta.Walczyli wręcz.Gultard uderzył Chłodną Pięścią.Lok jednak zdołał się uchylić.Spróbował złapać Gultarda z rękę i przerzucić przez ramię ,ale ten szybko zabrał pięść.Spróbował podciąć Loka.Lok podskoczył ,a Gultard wystrzelił w niego Burzą Płomieni.Lambert odleciał na około dziesięć metrów od Gultarda.Lok jednak szybko się ocknął i użył Wiecznej Walki.Gulard doskoczył do niego ,ale Lok Smoczą Pięścią uderzył silnego Wojownika w brodę.Ten padł zdezorientowany ,a Lok bez wahania uderzył go w mostek ,a potem w brzuch.W tym czasie Sophie walczyła z Suezem.Dowódca Wojowników od początku walki atakował ,ale Sophie robiła uniki i zasłaniała się Gardą Honoru.W końcu skoczyła na dowódcę Wojowników ,ale ten spostrzegł nogę ,która atakowała jego twarz.Złapał Sophie za nogę i rzucił wprost w mur bastionu.Casterwilka uderzyła w mur głową ,z której po chwili zaczęła płynąć krew.

-Le Blanche ,weź ją do szpitala !Osłaniam cię!-krzyknął do Le Blanche’a.Szybko skoczył do Szwika i uderzył go w mostek.Ten padł zdezorientowany ,a Lok zrobił z nim to samo ,co z Gultardem.

-No to dawaj ,Basilardzie!-przyzwał jednego ze swoich najpotężniejszych tytanów.Basilard podbiegł do Sueza i wypuszczając tarczę z rąk uderzył w niego pięścią.Dowódca Wojowników padł.Lok szybko zobaczył ,że Casterwilowie nie radzą sobie.-Legendarny Czempion Tytanów ,Pendragon!-szybko wezwał legendarnego tytana Lok.-Casterwilowie!Odwrót!-krzyknął.-Viviane ,Mitras!-krzyknął do dziewczynki ,a ta szybko wezwała Mitrasa.Dwa legendarne tytany zmusiły do ucieczki Wojowników.

-Gdzie Sophie?-zapytał Lucas.

-Le Blanche ją zabrał do szpitala.-poinformował brata Sophie Lok.

-Właściwie gdzie Dante i Zhalia i Den?-zadał kolejne pytanie Lucas.

-W domu.Paolo lecimy.Naprzód ,Kippe…

-Zaraz zabiorę was.Teleportacja.-użył mocy Santiago.

Przez godzinę trwały badania Sophie ,które wypadły tak:

-Wstrząs mózgu i złamana lewa łopatka.Będzie się oszczędzać przez pół tora miesiąca.-powiedział Lekarz Martin.

-Lepiej być nie mogło.-powiedziała z ironią Zhalia.

-Mogło ,Dante mógł mieć wypadek .-uśmiechnął się mimowolnie Paolo.

-Co zamierzasz?Ja mam pauzę ,Dante mnie pilnuje ,a Lok siedzi przy Sophie ,a ta ma złamaną łopatkę.

-Z Denem i Harrisonem będę współpracował.Potem Dante dołączy ,a potem może Lok.

-Ja mam dwa tygodnie ,jeżeli nie będzie komplikacji wracam do formy.-powiedziała Zhalia.-Szczerze mnie zdziwiło ,że młoda jest w tym samym szpitalu co ja.Czekaj ,o ile ona jest od ciebie młodsza?

-Three years .

-Czyli Lok o dwa.

-Właściwie jak to możliwe ,że młoda jest młodsza od Loka ,a chodzi z nim do jednej klasy?-zapytał Paolo.

-Panna Sophie przeskoczyła jedną klasę.-nadeszła odpowiedź.

-Tak sądziłem.Lecę do Loka.Wpadnę około 16.-powiedział Paolo i wyszedł.

-O ,cześć.-przywitał się Lok.

-Lok ,głowa do góry.Nic jej nie jest.-pocieszył Loka.

-Ciągle się nie wybudziła.-powiedział Lok ze smutkiem w głosie.

-Miała godzinę temu wypadek.Walnęła głową w mur.Pomyśl przez chwilę.-skarcił Loka.

-Hmmm.Może masz rację.

-O ,Dante ,co tam?-zapytał Paolo.

-Byłem po książki dla Zhalii w domu.W tym czasie zadzwonił Gugenheim.Polecisz z Denem i Harrisonem do U S and A i pobawicie się niedaleko New Jork .Macie odnaleźć tytana wilkołaka.Dam ci holotom.Poprowadzisz misję.W razie problemów jestem pod telefonem.Pokażę ci jak działa holotom.-powiedział Dante i zaczął pokazywać Bartkowi działanie holotomu.-Opłaciłem wam już bilety.

W samolocie.

-Lecimy do Nowego Jorku po tytana Wilkołaka.Holotomie wczytaj informacje o tym tytanie.

-Wilkołak ,atak 4 obrona 2 typ Gaia tytan rozmiar duży specjalne zdolności przemiana w pół człowieka ,atak kłami.-wyjaśnił Holotom.

-Ta misja z lvl’a easy zmieniła się na Medium ,ponieważ organizacja też chce Wilkołaka.-wyjaśnił Paolo.

-Dobrze ,że nie Hard ,bo w takim składzie nie pokonalibyśmy Wojowników.-zażartował Den.

Dalsza część lotu spokojnie przebiegła ,a łowcy wylądowali w lesie.Zaczęło robić się ciemno.

-Super ,ściemnia się.-powiedział Harrison.

-Pora w sam raz dla wilkołaka.-dodał Den.

-Dante mi mówił ,że Organizacja ma przewagę ,bo wyleciała wcześniej od nas.pewnie są ze dwa kilometry od nas.-oznajmił Paolo.

-Co to?-spytał Den wskazując na kulę leżącą w trawie.

-Srebrna kula.Organizacja jej nie zauważyła.Przyda się.Jest ciężka ,wiec będziemy się zmieniać niosąc ją.-powiedział Paolo.

Pierwszy niósł Den.

-Co to?-spytał Harrison.

-Tu nic nie ma.-odpowiedział Den.

-Ci.-uciszył brata Harrison.

-Wilkołak!-krzyknął Den.

-Den daj mi kulę.-poprosił Paolo o kulę i wziął ją do ręki.Rzucił w Wilkołaka ,ale spudłował.

-Spudłowałeś.-powiedział Den.

-Nie do końca.Taki był mój zamiar.-odpowiedział i poszli dalej.Po kilku minutach znaleźli drugą kulę.Potem pojawił się Wilkołak ,a Paolo spudłował.

-Znowu.Następnym razem ja rzucam.-powiedział Den.Następnie znaleźli trzecią kulę.Potem pojawił się Wilkołak.Tym razem jednak Paolo trafił prosto w serce.

-No nareszcie.-powiedział Harrison.Tam gdzie wcześniej był Wilkołak pojawił się amulet.Harrison go zabrał.

-No ,no ,no brawo.Widzę ,że macie dla mnie prezent.Oddajcie go.-powiedział Wailder wychodząc zza drzewa.

-O widzę ,że zrobiliśmy za ciebie robotę.Należy nam się nagroda.-powiedział Den.

-Dobra.Chcecie potrójny czy poczwórny łomot?-zapytał Wailder.

-Chyba poczwórny.-powiedział Harrison.

-Harrison teleportuj amulet Dantemu.-powiedział Den.

-Się robi.Teleportacja.

-Nie macie już o co walczyć.-zakomunikował Organizacji Den.

-Do ataku!-krzyknął zdenerwowany Wailder.

-Rozwiąż problemy ,Vigilante!

-Przestrasz ich ,Nieumarły.

-Pokaż swoją siłę ,Fanatomie!

-Atakuj ,Giga…-garnitury nie zdążyły wezwać tytanów ,bo Vigilante i Nieumarły uderzyli z zaskoczenia.Trzej łowcy walczyli z Organizacją ,ale tytany atakowały od tyłu.Walka skończyła się po pięciu minutach.

-Gładko poszło.-powiedział Harrison.

Dom ,Dantego ,Wenecja ,Włochy

-Już?Myślałem ,że będziecie około 7 rano ,a jest 3.-powiedział Dante.

-Masz Wilkołaka?-zapytał Harrison.

-Nie.Zhalia go ma.Musiała nie wyjść teleportacja.-poinformował Dante.

-Uff.Jak z Sophie?-zapytał Den.

-Obudziła się.Lok zaraz tu będzie.-powiedział Vaile.

-Uwierz mi misja była ciężka.-powiedział Paolo-Nigdy więcej nie dowodzę.

-Tak ale musisz na jutro spisać raport.-powiedział Dante.

-Co?No dobra.

-O co chodziło z tymi kulami?-zapytał Harrison.

-W legendzie jest o tym ,że dwie pierwsze kule nie trafiły ,ale trzecia trafiła.Sądzę ,że gdybym wycelował pierwszy lub drugi raz ,nie udałoby się.-powiedział Paolo.

-Było tak od razu.-powiedział Den.

Ciąg dalszy nastąpi.

  *1 -to ciemny czrodziej

 *2 -to Mglisty Wojownik.

 *3-to Drelix (Niebieskie szaty).

odc.11.Problemy i ich zwalczanie.

Szpital fundacji ,Wenecja ,Włochy

-Dante !-krzyknęła Sophie wreszcie znajdując Dantego.

Kasztanowłosy tylko na nią spojrzał.

-I co?Jest już coś wiadomo?-spytał Lok.

-Jeszcze nie.-odpowiedział Dante.Przez pięć minut siedzieli w milczeniu.W końcu z jednego z pomieszczeń wyszedł lekarz.

-I co?-spytał szybko Dante.

-Nie wiemy.Będziecie musieli wziąć ją do szpitala miejskiego.-odpowiedział doktor.

Jak powiedział lekarz ,tak i zrobili.Po godzinie Zhalia była w szpitalu miejskim w Wenecji.

Kolejną godzinę zajęły badania.

-Jesteśmy pewni.Będzie potrzebny przeszczep wątroby.-poinformował drużynę lekarz o imieniu Martin.

Razem z drużyną byli też Montehue ,Den ,Harrison ,Tersly i Metz.

-Co robimy?-spytał Palo stojąc z Lokiem w szklanym pomieszczeniu ,przed którym widać było łóżko Zhalii i Dantego siedzącego obok rozmawiającego z Zhalią.

-Przeszczep wątroby.Skąd mamy ja wziąć.-powiedział z ironią Lok.W tym czasie dołączył do nich Dante.

Lok ,mam pomysł.-oznajmił Paolo.

-Jaki?

-Idziemy do siedziby fundacji w Wenecji.-odpowiedział.

-Idę z wami.-powiedział Dante.

-Nie ,nie jesteś na siłach.Zostań z Sophie.-nakazał Lok.

Dwójka łowców poszła na korytarz .

Den ,Harisson przydacie się.-powiedział Lok idąc do wyjścia ze szpitala.Po wyjściu poszli do uliczek ,w których nie ma zbyt wielu ludzi.

-Szybki ogień!-opalili moc.Dotarcie do siedziby Fundacji zajęło im około dwadzieścia minut.

-Chcemy się widzieć z Klausem.-powiedział do przebywającej tam Teien .

-Dobrze .Nasi strażnicy zabiorą go do sali widzeń.-zgodziła się Teien.

Po pięciu minutach byli z Klausem w sali widzeń.

-Co was do mnie sprowadza?-spytał Klaus.

-Nie ma czasu.Potrzebujemy wiadomości.Znasz rodzeństwo Zhalii?Matkę ,ojca?-spytał Lok.

-Tak.Jej matka rozstała się z ojcem po narodzinach Zhalii.Wiem ,że mieszka w Eindhoven w Holandii.Macie adres.-powiedział Klaus pisząc na kartce adres mieszkania matki Zhalii.

-Dzięki.-podziękował Lok.-Mam telefon od Dantego.Co jest?-spytał odbierając telefon.

-Macie dwadzieścia godzin na przetransportowanie dawcy do Wenecji.-powiedział Dante.

-Super.Na razie Dante.-zakończył rozmowę Lok.-Mamy dwadzieścia godzin.

-Mało ,szybko na lotnisko.-powiedział Harrison.

W samolocie do Eindhoven.

-Muszę wczytać ten adres.-powiedział Lok.-Co?Super ,czytnik nie działa.

-Żeby to naprawić trzeba wyjść z samolotu.Wiem ,że takie rzeczy są na podwoziu.Lok musimy wylądować.-poinformował Loka Paolo.

-Nie mamy czasu.Den przejmij sterowanie.Naprzód ,Kipperinie!Nie bierz mnie ,weź Paolo!-wezwał tytana Lok.

Po chwili Kipperin wyleciał z samolotu i podleciał do podwozia samolotu.Lok używając pajęczej mocy zszedł również do podwozia.

-Czekaj chwilę.-powiedział odkręcając śrubokrętem śrubki.Podał je Lokowi.-Tak myślałem.Przewód elektryczny się zerwał.Lok idź do samolotu po nakrętki wielkości dwóch milimetrów.Weź trzy i taśmę klejącą.Tylko grubą.-nakazał Lokowi Paolo.

Po dwóch minutach Lok przyszedł z potrzebnymi rzeczami.Paolo zaczął majsterkować.Nałożył trzy nakrętki na kable.Później złączył kable tak ,by prąd mógł dalej płynąć.Następnie nakrętkami złączył kable.

-Lok ,ja przytrzymam kable , a ty taśmą klejącą skleisz je ze sobą.-nakazał Lokowi.

Po chwili przykręcał śrubki klapy.Kilka minut i byli w samolocie.

-Skąd umiesz takie rzeczy?-spytał Den.

-W szkole mieliśmy kierunek na mechanika.Poza tym wychowałem się żużlem więc umiem takie rzeczy.-odpowiedział.

Tymczasem Lok wczytywał adres.Po chwili wiedział gdzie mają lecieć.

Dom matki Zhalii ,Eindhoven ,Holandia.

Słysząc dzwonek do drzwi kobieta w wieku około 50 lat poszła do drzwi.

-Dzień dobry.Co panów do mnie sprowadza?-spytała kobieta.

-Witamy.Jesteśmy przyjaciółmi pani córki.-powiedział Lok.

-Amy?Nie ma jej w domu.-powiedziała.

-Chodzi o Zhalię.-powiedział Lok.

-Zaraz ,powiedzcie mi w środku.-powiedziała kobieta zapraszając nieznajomych do środka.

-Dobrze więc o co chodzi?-spytała.

-Miała pani córkę ,którą porzuciła.-powiedział Lok.

-Ach.Pamiętam.Rok 1990.Byłam młoda.Jej ojciec zostawił mnie po jej narodzinach.Oddałam ją do domu dziecka.Wtedy mieszkałam jeszcze w Amsterdamie.Nie stać było mnie na utrzymywanie trójki dzieci.Pomagał mi mój brat ,a najstarsza siostra …jak ona ma na imię?

-Zhalia.-poinformował Lok.

-Najstarsza siostra miała wtedy sześć lat.Czasem musiałam ją zostawić z młodszym bratem ,który teraz jest dwa lata starszy od Zhalii.Musiałam pracować.Po kilku latach miałam już więcej pieniędzy i bardzo chciałam zabrać Zhalię z domu dziecka.Ale gdy miała cztery lata dom dziecka rozpadł się ,a dzieci poszły w różne strony.Mieszkały na ulicy.Nie mogłam znaleźć Zhalii.Jak jest z nią teraz?-dokończyła opowieść i spytała.

-Wie pani.Znalazła ją pewna grupa ludzi i wychowała.Teraz potrzebuje kawałka wątroby ,a my mamy teraz 19 i pół godziny na znalezienie dawcy i dowiezienie go do Wenecji.Jesteśmy tu ,by dostać od pani adres pani dzieci.Może pani nam go dać?-poprosił Lok.

-Dobrze ,dam wam adresy.-zgodziła się kobieta i napisała na kartce dwa adresy.-Mój syn mieszka w Zwolle ,a córka w Amsterdamie.Czy mogę polecieć z wami?-spytała kobieta.

-Dobrze ,ale robimy to tylko ze względu na to ,że pani syn i córka tam lecą.-zgodził się Lok.

Pięć minut później.Samolot wznosi się nad ziemię.

-Lok zaraz ,przecież Zwolle jest setki kilometrów od Amsterdamu.Mamy tylko jeden samolot.-powiedział Paolo.

-Spokojnie polecimy najpierw do Amsterdamu.Ja ,Den i pani Moon pójdziemy do córki.Wy pójdziecie po samolot .Obok lotniska jest kryjówka Fundacji.Przydzielą wam samolot.Polecicie po brata do Zwolle.My w tym czasie polecimy do Wenecji.-wytłumaczył swój plan Lok.

Pozostały czas:17 godzin

Tuż po lądowaniu w Amsterdamie Lok ,matka Zhalii i Den poszli w kierunku mieszkania siostry Zhalii ,Amy.Harrison i Paolo natomiast poszli do kryjówki Fundacji po samolot.

-Dzień dobry ,chcemy wziąć samolot.-powiedział Harrison.

-Tak ,ale będziecie musieli nam go oddać.Mamy mało samolotów tu w Amsterdamie.-powiedział człowiek ,który przydzielał samolot.

-Super.-powiedział pod nosem Harrison.

-Lok ,jest problem ,musimy oddać im samolot.Nie opłaca nam się lecieć do Wenecji ,a potem znowu do Amsterdamu.-powiedział do Loka przez telefon Paolo.

-Dobra.Gdy załatwimy już sprawę z siostrą Zhalii będziemy tu na was czekać.-powiedział Lok i rozłączył się.

Pozostało czasu :16 i pół godziny.

Siostra Zhalii słysząc dzwonek do drzwi poszła je otworzyć.

-Cześć ,mamo.Co to za panowie?-spytała.

-Cześć ,Amy.Opowiem ci w środku.-powiedziała matka i weszła z łowcami do środka.

-Amy ,pamiętasz ,że jak byłaś mała ,a tata nas zostawił urodziła mi się córka?-spytała matka.

-Tak prze mgłę.Ale tak.-powiedziała Amy ,bo tak miała na imię.

-Teraz potrzebny jest jej kawałeczek wątroby.I ty mogłabyś być dawczynią.-powiedziała.

-Mamo muszę się zastanowić.Tak w ogóle to kim są ci dwaj?

-Jej przyjaciele.

Pozostało czasu :15 godzin.

-Kim jesteście?-spytał na progu brat Zhalii ,Robin.

-Przyjaciółmi twojej siostry.-możemy wejść?-spytał Paolo.

-Eee ,tak wejdźcie.-wpuścił łowców do środka.-Mówicie ,że znacie Amy.Nie kojarzę was.

-Nie jesteśmy przyjaciółmi Amy ,lecz Zhalii.Gdy miałeś 2 lata twoja mama urodziła córkę ,Zhalię.Teraz Zhalia potrzebuje kawałka wątroby i ty możesz być dawcą.-powiedział Paolo.

-Zaraz ,muszę zadzwonić do mamy.Halo ,mamo przyszli do mnie jacyś mężczyźni.Mówią ,że mam jakąś siostrę ,Zhalię i mogę być dawcą kawałka wątroby dla niej.-powiedział przez telefon Robin.

-To prawda.Nie mówiłam ci o tym.-powiedziała matka Zhalii i rozłączyła się.

-Dobra ,zgoda.Dam jej kawałek wątroby.-zgodził się Robin.

-Nawet nie wiesz jak się cieszymy.Teraz chodź na lotnisko.Polecimy do Amsterdamu .-powiedział Harrison.

W tym samym czasie.

-Mamo ,kto dzwonił?-spytała Amy.

-Robin.

-Zgadam się.-powiedziała Amy.-wezmę rzeczy i możemy iść.

-Dobrze.Cieszymy się.

Pozostało czasu : 14 godzin i pół godziny.

-Lok ,patrz.Lecą.-wskazał na samolot szykujący się do lądowania Den.

Po pięciu minutach wszyscy byli w samolocie.Była godzina 16.Pilotował Lok.Rodzina Moon rozmawiała ze sobą.wszyscy łowcy oprócz Loka spali.

Pozostało czasu : 14 godzin.

Bartek zbudził się ,słysząc dziwne odgłosy.Zaczął biec w kierunku kabiny pilota.Zobaczył ,że Lok śpi.

-Wstawaj!-krzyknął.Obudził resztę łowców.Rodzina Moon też spała do tej pory.Szybko usiadł na miejscu drugiego pilota ,a dzięki pomocy Loka cudem uratowali samolot przed groźnym upadkiem.Później niestety okazało się ,że samolot ma awarię lewego silnika.

-Ile zajmie ci naprawa?-spytał Den.

-Ze cztery godziny .-odpowiedział Paolo.

Pozostało czasu : 10 godzin.

-Koniec.Lok odpalaj.-powiedział Paolo wchodząc do samolotu.

-Nie mogę.Wszystkie przyciski nie działają.-powiedział Lok.

-Super ,elektryka siadła.Naprawa zajmie z pięć godzin.Lok idź spać.Będziesz pilotował.-powiedział Paolo i znów poszedł naprawić usterkę.

Pozostało czasu : pięć godzin.

-Lok ,wstawaj!-obudził Loka Harisson.-Samolot już gotowy.

-Dobra.-powiedział Lok idąc do kabiny pilota.-Mały problem ,tu są drzewa.-zaskarżył Lok.

-Dobra ,wezwę Vigilante.-powiedział Den.

-Nie ,jeżeli oni zobaczą…-powiedział Lok.

-Masz rację.-zgodził się Den.

-Ja idę spać.Jest pierwsza w nocy.Nie spałem przez 25 godzin.-powiedział Paolo ziewając.

-Dobra ,Den ,Harrison wyrwiemy drzewa Smoczą Pięścią.-zarządził Lok.

Pozostało czasu :cztery godziny i pół godziny.

Wreszcie udało się wystartować.Lot przebiegał w turbulencjach.Przez co trwał dwie godziny.

Pozostało czasu :2 godziny i pół godziny.

-Halo ,państwo Moon.Jesteśmy na miejscu.-obudził Moon’ów Lok.

Wyszli z samolotu.W szpitalu zameldowanie i badania trwały przez ponad dwie godziny.Wyniki pokazały ,że Amy może być dawcą ,a Robin nie.Operacja zaczęła się o 6 rano.Przebiegła pomyślnie.Wszyscy czekali na Lekarza.W końcu wyszedł.

-Operacja udała się.Obydwie panie są w dobrym stanie.-poinformował Lekarz.

Dante ,Lok ,Sophie ,Cherit schowany w plecaku Loka,Den ,Harrion ,Paolo ,Tersly ,Montehue i Metz ucieszyli się.

Ciąg dalszy nastąpi.

Amy Moon

 Robin Moon

 Matka Zhalii (Irina Moon)

odc.10.Odbić przyjaciół.

W samolocie nad Morzem Śródziemnym.

-Musimy tam po nich wrócić.-powiedziała Sophie.

-Nie ,Sophie .Musimy odpocząć.-zarządził Lok.

-Może wezwiemy drużynę Montehue.-zaproponowała Sophie.

-Nie ,nie możemy stracić czasu.Lok zaatakujmy teraz.Użyjmy najlepszych tytanów.-zaproponowała Zhalia.

-Tak ,zrobimy to.Ale przyda się pomoc.Mamy jeszcze jeden strój do nurkowania.Czekajcie tu .Ja polecę po Griera .Naprzód ,Kipperinie!-zgodził się Lok i poleciał na Kipperinie na Sutos po Griera.Po dwudziestu minutach był na Sutos i wchodził do zamku.

-Czego chcesz Loku Lambercie?-spytał Grier.

-Potrzebujemy twojej pomocy.Wojownicy Cienia nieopodal złapali Dantego i naszego nowego łowcę.Masz silne tytany.-powiedział zadyszany Lok.

-Dobrze weźmy moją motorówkę.-zaproponował Grier.

-Dobra ,ale szybko!-pospieszał Lok.

W lochach Wojowników Cienia.

-Zwiejemy.Mam pomysł .Uwolnienie.-użył mocy Dante dzięki ,której uwolnił się ze sznurów.Po chwili uwolnił Bartka.

-Wyobraź sobie że cię nie widać .Skup się nad tym.-nakazał Dante.-Maskowanie.-użył mocy ,a potem nie było go widać.

-Maskowanie.-zawtórował drugi łowca.

Po kilku minutach do lochu wszedł jeden z łowców Wojowników.Wyglądał a jednego z najsilniejszych Wojowników.Oczywiście nasi bohaterowie skorzystali z sytuacji i wyszli z pomieszczenia.

-Uciekli!-krzyknął strażnik.

W tym samym czasie.

Lok ,Zhalia ,Sophie i Grier zanurkowali.

-Walczmy razem ,Sabrielo!-wezwała swojego ulubionego tytana Sophie.

-Walcz dla swojej pani ,Khiltane!

-Rozwalcie wrota!-nakazała Sophie wskazując na wrota.

-No to dawaj ,Basilardzie!-wezwał tytana Lok.

-Grzywaczu ,zaprowadź dyscyplinę!-wezwał tytana Grier.

Kamienne wrota pod wpływem uderzeń rozpadły się na kawałki.

Tymczasem w korytarzach siedziby Wojowników.

Dante i Bartek pod wpływem Ukrycia biegli korytarzami do wyjścia.W jednym z wyjść przed nimi wyszedł Profesor najpewniej usłyszał ,że ktoś włamuje się do bazy.

-Dante biegnij do nich!-zarządził Bartek.-Zatrzymam go!

-Nie!-sprzeciwił się Dante.O dziwo Profesor nie usłyszał głośnej rozmowy.

-Biegnij !Ty bardziej im się przydasz!-nie ustępował Bartek.

-Dobra ale uważaj na siebie!-pouczył Dante.-Szybki ogień!-

Profesor zaczął biec w kierunku wejścia.

-Hiper-skok!-użył mocy i stanął przed biegnącym Profesorem.Ten nie widział stojącego przed nim łowcy.Wpadł na niego i odbił się jak od ściany.

-Hiper-skok!-znów skoczył za Profesora.-Hiper-skok!-skoczył tak ,że kierunkiem lądowania był Profesor .Trafił w jego plecy z dużą siłą ,a ten padł na ziemię.

-Puls światła!-dla pewności użył mocy w plecy Profesora.Zaczął przeszukiwać jego marynarkę.Pierścień Araknosa znalazł w kieszeni bocznej.W drugiej bocznej znalazł Tao.W wewnętrznej części marynarki były Behemot i Amulet Woli.Wziął Behemota.Niestety w tym momencie Profesor ocknął się i momentalnie stanął na nogi.Bartek zauważył ,że Maskowanie przestało działać.

-Burza Płomieni!-wystrzelił czarną mocą Profesor.Łowca fundacji ledwie co zdążył paść na Ziemię.

-Hiper-skok!Burza błysków!-wystrzelił mocą w Profesora będąc w powietrzu.

-Osłona!-osłonił się Profesor.

-Dominator!Mroziciel!-wezwał dwa tytany Profesor.

-Fanatom!Piekielnik!-zawtórował wezwaniem dwóch tytanów łowca Fundacji.

Podczas gdy łowcy uchylali się przed swymi czarami tytany toczyły walkę.Na początku Fanatom walcząc z Dominatorem został zamrożony przez Mroziciela ,a Piekielnik wpadł na niego kręcąc się.Mroziciel nie wytrzymał i wrócił do amuletu.Bartek korzystając z okazji skoczył na Profesora i wycelował w niego Pulsem Światła.Profesor upadł bez sił.Łowca Fundacji skoczył na niego i zabrał Amulet Woli.

-Fanatom ,Piekielnik Wracajcie!-rozkazał ,a tytany wracając do amuletów załatwiły Dominatora.-Szybki ogień!-użył mocy i pobiegł do wejścia.

W tym samym czasie ,Przy wejściu.

Zew miecza !-przyzwał do siebie Ostrze Woli Lok.

-Powalcz ,Megataurze!-wezwał tytana Grier.

-Rozstaw ich po kątach ,Królu Bazyliszku!-wezwała tytana Zhalia.

-Przyłącz się ,Czarodzielo!-wezwała tytana Sophie.

Tytany i łowcy ruszyli do boju.Sophie ,Zhalia i Grier załatwiały po kolei Wojowników walką wręcz.Lok w biegu załatwiał Wojowników Ostrzem Woli.Sabriela i Czarodziela zażarcie walczyły.Kilthane ,Megataur ,Grzywacz i Basilard ostro atakowały Wojowników.Król Bazyliszek po kolei zamieniał Wojowników w kamień.Po kilku minutach przewaga drużyny z Fundacji była tak duża ,że Wojownicy wycofali się.W tej samej chwili do drużyny dołączył Dante.

-Gdzie Bartek?-spytała Zhalia.

-Został powstrzymać Profesora!-krzyknął Dante.

-Co?!Zostawiłeś go samego z Profesorem?Nie da sobie z nim rady!-krzyknęła Sophie.

-Nie miałem wyboru!Nie wiedziałem ,że tak łatwo sobie z nimi poradzicie.Myślałem ,że wam się tu przydam.Witaj Grier.-wytłumaczył się i przywitał z Grierem Dante.

Tymczasem Bartek podczas biegu do wejścia zobaczył przed sobą Wojowników.Resztką sił zdołał przeskoczyć nad Wojownikami i biec dalej.W końcu dobiegł do reszty.

-Jestem.Mam legendarne tytany i Amulet.-powiedział zadyszany i zemdlał.

-Jest wycieńczony walką z Profesorem-oznajmił Dante-Grier pomóż mi go wziąć na powierzchnię.-poprosił o pomoc przywódca drużyny.

W samolocie.

-Hej ,chyba zaczyna się budzić.-powiedziała Sophie.

Co jest?A.Głowa mnie boli.-powiedział zamroczony Bartek budząc się.

-Na razie OK.Po walce z Profesorem zemdlałeś.-poinformowała Zhalia.

-Autopilot włączony.-powiedział szklany głos.

-Zdobyłeś legendarne tytany ,ale teraz musisz odpocząć.Teraz polecimy do Nowego Jorku.Oddamy legendarne tytany Metzowi.Tam dadzą im najlepsze zabezpieczenie.

Dwie godziny później.Siedziba Fundacji ,Nowy Jork ,USA.

-Witaj drużyno.Co was do mnie sprowadza?-powitał drużynę Metz.

-Mamy okropnie dobrą wiadomość.Mamy legendarne tytany i Amulet Woli.-powiedział uśmiechając się Dante.

-Jak?-zaciekawił się Metz.

-Dowiesz się w raporcie z tej misji.Zdobyliśmy je ,a właściwie zdobył Bartek.-powiedziała Sophie.

-Więc ty za tym stoisz?-spytał Metz-Poczekajcie skoczę po coś.-powiedział Metz i poszedł korytarzem do ,któregoś z pomieszczeń w siedzibie.Wrócił trzymając amulet w dłoni.-Masz to Demon .Możesz mieć problemy z połączeniem się z nim ,ale Lok w razie czegoś Ci pomoże.Dajcie legendarne tytany i zmykajcie.Organizacja chce zaatakować siedzibę w Wenecji .Lećcie jej bronić.-zarządził Metz biorąc legendarne tytany w dłonie.

Późnym wieczorem ,Wenecja ,Włochy.

-A ty dokąd Wailder?-spytał sarkastycznie Dante.

Dante Vaile.Ty i twoja drużyna nie przeszkodzicie mi.Ukaż się ,Boskie zwierciadło Kagami!-wezwał tytana Wailder.

-Ciemna Driada!-wezwał tytana Stak.

-Zaszczekaj Dobermanie.-Wezwał tytana Stak.

-Kościobicz!-wezwała tytana jedna z garniturek Organizacji.

-Bądź nieuchwytny ,Cienisty Agencie!-wezwał tytana jeden z Garniturów.

-Chodź się pobawić ,Calibanie!-wezwał tytana Dante.

-Uderzaj ,Żelazny Sługo!-wezwał tytana Lok.

-Pomóż mi ,Gareonie!-wezwała tytana Zhalia.

-Leć ,Ikarze!-wezwała tytana Zhalia.

I zaczęła się walka.Tytany walczyły wręcz.Jedynie Basilard pokonał mieczem boskie zwierciadło Kagami.Potem Basilard wrócił do walki.Tytany walczyły zażarcie.Ale dzięki Gareonowi ,który pojawiał się z każdej strony tytany Fundacji pokonały te Organizacji ,a łowcy przywołali je do amuletów .Ciekawsza była walka pomiędzy łowcami.Lok z Ostrzem Woli w ręku pokonał Garnitury i zaszedł Waildera od tyłu gdy ten walczył z Dantem.Wystrzelił w dowódcę Organizacji Burzą Błysków ,a ten padł na Ziemię.Sophie i Bartek gładko pokonali garnitury .Zhalia walczyła ze Stakiem ,ale Hofman wystrzelił w jej plecy burzą Błysków.Zhalia padła nieprzytomna.

-Lok ,zostań tu z drużyną.Ja idę po samochód.Zabiorę Zhalię do szpitala.Szybki ogień!-wziął Zhalię na ręce i pobiegł po samochód.Lok szybko załatwił Hofmana i Staka.Orgaizacja przebudziła się po piętnastu minutach i uciekła.Lok i reszta poszli do domu Dantego.Po wejściu Lok szybko podbiegł do telefonu i zadzwonił do Dantego.

-Jak z Zhalią?-spytał.

-Nie za dobrze.Gdy jechaliśmy do szpitala pluła krwią.Teraz robią jej badania.-powiedział Vaile załamanym głosem i rozłączył się.

-Sophie dzwoń po taksówkę.Coś nie tak z Zhalią.Jedziemy do szpitala Fundacji!-zarządził Lok.

Ciąg dalszy nastąpi.

Tak ,wiem zakończenie smętne ,ale muszę akcję podkręcić.

odc.9.Zła wiadomość.

Dom Dantego ,Wenecja ,Włochy.

Paolo siedząc w pokoju Loka tłumaczył mu zasady żużla.Nagle zobaczył zdjęcie ojca Loka.

-Kto to?-spytał.

-Mój ojciec.

-Gdzie jest teraz?-spytał.

-W Huntiku.-odpowiedział ze smutkiem w głosie Lok.-Mieliśmy trzy miesiące temu ostatni kontakt z nim.Od jedenastu lat jest w Huntiku.Kiedyś był w drużynie z Metzem i Saimonem czyli Profesorem.Na jednej z misji Simon chciał połączyć się z Ark ,ale nie miał Amuletu Woli i spadła na niego klątwa.Założył Organizację ,by znaleźć Legendarne Tytany umysłu ,ciała ,duszy i Amulet Woli.Metz kilka lat później próbując połączyć się z Behemotem ,legendarnym tytanem ciała bez Amuletu Woli też dostał klątwę.Kilkadziesiąt lat później tata wpadł do Huntika w ucieczce przed Profesorem.Profesor rok i dwa miesiące temu wezwał tytana z Amuletu Woli.Ja przejąłem nad nim kontrolę i zabrał legendarne tytany i profesora do Huntika.-opowiedział Lok.

-Co to Huntik.-spytał Paolo.

-Świat tytanów.-odpowiedział Lok.

Dzień później ,Dom Dantego ,Wenecja ,Włochy

W południe Lok trenował z Paolo walkę wręcz.

-Lok ,przerwa!Muszę ci coś powiedzieć.-powiedział Paolo.

-Dobra!-zgodził się Lok.

-Wiele myślałem o tym co mi wczoraj powiedziałeś.Skoro Profesor wpadł do huntika z legendarnymi tytanami i Amuletem Woli…-nie dokończył ,bo przerwał mu Lok.

-To co?-spytał.

-To może je wezwać.I wrócić na Ziemię.-powiedział Paolo.

-To możliwe .-potwierdził Lok.

-Tak.A jeżeli już wrócił?-spytał.

-Tak.Tak!-krzyknął Lok.

Po tym jak Lok krzyknął wszyscy wbiegli do salonu ,gdzie toczyła się rozmowa.

-Lok co jest?-spytała Sophie.

-Doszliśmy do wiadomości ,że Profesor mógł ,mógł…-Lokowi zatkało w gardle.

-Mógł wrócić na Ziemię.-dokończył za Loka Paolo.

-Jak?-spytała Zhalia.

-Lok opowiedział mi ,że ma legendarne tytany.Mógł je wezwać w Huntiku ,a później Przedwieczny teleportował się z nim na Ziemię.-powiedział Paolo.

-To logiczne.Lok zapanował nad Przedwiecznym ,ale panowanie anulowało się po tym ,gdy Basilard i Dendras wróciły do amuletów.Ponadto do Huntika wpadł mając więź z Tao ,Behemotem i Araknosem ,a kto ma nad tymi tytanami kontrolę może wezwać Przedwiecznego i nad  nim zapanować.-wtrącił Dante.

-Zaraz ,czyli jeśli odnajdziemy profesora mamy szansę znaleźć ojca Loka?-spytała Zhalia.

-Tak.-odpowiedziała Sophie.

-Połączę się z Metzem .Musimy mu o tym powiedzieć.-powiedział Dante włączając wideo-konferencję.Zamiast Metza na ekranie pojawił się Gugenheim.

-O co chodzi drużyno?-spytał Gugenheim.

-Musimy pogadać z całą radą Fundacji.-powiedział Dante.

-Na razie Metz rozmawia o zabezpieczeniach Ark z Klemensem .Może przylecicie na wieczorną konferencję .Rozpocznie się 19:00.Zdążycie.-powiedział Gugenheim .

-Obiecuję ,że będziemy.-powiedział Dante i rozłączył się.

O 19 ,Główna Siedziba Fundacji ,Nowy Jork ,USA

-Nasza czołowa drużyna ma nam coś do powiedzenia .Dante ,może ty rozpoczniesz?-zaczął Metz.

-Dziękuję.Rado Fundacji.Jak wszyscy wiemy od jedenastu lat niema z nami jednego z najlepszych łowców na Ziemi.Ja i moja drużyna staraliśmy się znaleźć Eathona Lamberta.Nie udało się.Nasz nowy łowca wpadł na pewien trop.Bartek.-Dante wskazał gestem głowy ,że Bartek ma wejść na platformę.

-Być może nie wszyscy mnie znają .Jestem paolo ,eee Casterwil.Wczoraj podczas rozmowy Lok opowiedział mi o jego ojcu i o tym ,że jest w Huntiku ,ale do rzeczy.Dowiedziałem się ,że w zamku Profesora odbył się rytuał dzięki ,któremu Profesor wezwał Legendarnego tytana Przedwiecznego.Lok przejął kontrolę nad Przedwiecznym ,a legendarne tytany wpadły do Huntika z profesorem.Kontrola nad tytanem jest anulowana ,wtedy gdy tytany wrócą do amuletów.Profesor ,więc mógł odprawić rytuał w Huntiku .To oznacza ,że Profesor może być na Ziemi.Co gorsza z Legendarnymi tytanami.Ale to dobrze ,bo jeżeli zmusimy Profesora do odprawienia rytuału na Ziemi ,by na Ziemię wrócił Eathon Lambert.Jest opcja ,że Profesor się nie zgodzi.W sumie Eathon i Saimon byli przyjaciółmi .-opowiedział Bartek.

-Tak ,ale raczej nie będzie chciał uwolnić Eathona.-wciął Metz.

-I tu właśnie wkracza Zhalia .Gdy go odnajdziemy ,będziemy starać się go przetransportować tu ,do siedziby.Spróbujemy zabrać mu tytany.Jeżeli się nie uda ,Zhalia spróbuje zmusić go do dania nam tytanów ,Cherit doda jej mocy.-zakończył.

-Tak ,ale jest mały szczegół-wcięła Sophie-Profesor może już być na Ziemi.

-Nie.Gdy byliśmy w zamku Profesora ,by wyciągnąć informacje o Rasimovie ja wziąłem jedną z książek ,w której pisało ,że po odprawieniu rytuału trzeba odpocząć .Jeżeli odprawiamy rytuał w Huntiku potrzebujemy więcej czasu na odpoczynek.Następny rytuał za …miesiąc .Tak wyliczyłem.-powiedział Dante.

-Musimy go znaleźć ,mamy na to miesiąc.-powiedziała milcząca dotąd Zhalia.

-Ta ,ale nikt nie pomyślał ,że może pomagać Wojownikom Cienia.Co znaczy ,że jeżeli jakiś wulkan wyrzuci choć jedną skałkę ,która płonie.Na razie nie mają Ark ,ale jeżeli nam go zabiorą będzie cienko.-powiedział Lok.

-Musimy wysłać więc naszych łowców na cały świat.Muszą znaleźć Profesora .-zaproponował Gugenheim.

-Przepraszam Gugenheim ,ale mamy wojnę z Wojownikami.Gdy będziemy szukać Profesora oni mogą zrobić coś innego.Na przykład zaatakować od tyłu .Chcą nasze tytany.Nie zapomnijmy o Organizacji.Mam pomysł .Polecę z moją drużyną do Morza Śródziemnego.Przeczeszemy ich bazę.Jeżeli Profesor chce im pomóc musi tam być.-zaproponował Dante.

-To bardzo niebezpieczne ,ale zgadzam się .Informacje się przydadzą.-zgodził się Metz.

Dzień później ,W samolocie nad Morze Śródziemne.

-Autopilot włączony -powiedział szklisty głos.

-Dobra drużyno ,plan jest taki.Ja ,Lok i paolo przebierzemy się za Wojowników.Wkradniemy się i przeczeszemy kryjówkę.Zhalia ,Sophie wpuści was Lok.Potem jeżeli Profesor tam jest zabierzemy mu legendarne tytany.W pewnym momencie gdy wy będziecie w dogodnej dla siebie sytuacji wy dziewczyny pokażcie się Lokowi on was wypuści powstanie zamieszanie ,a my wykradniemy Profesorowi legendarne tytany.Paolo, ja obezwładnię Profesora ty zabierzesz mu tytany.Plan jest prosty więc każdy rozumie.Pamiętajcie to niebezpieczna misja więc uważajcie na siebie.- przedstawił plan Dante.

Reszta lotu przebiegła spokojnie.Łowcy zanurkowali .Na razie nikt ich nie atakował.Dante ruchem dłoni pokazał dziewczynom ,by ukryły się w wodorostach.Zapukali do wrót.Nagle pokazało się dwoje oczu.Oczy spojrzały na trzech mężczyzn.Okienko zamknęło się ,a po chwili wrota otworzyły.Stała przed nimi krnąbrna postać.Dante i Paolo poszli dalej ,a Lok według planu został przy strażniku.

-Hej!Zobacz tam chyba jest łowca z fundacji Huntik!Łap go!-krzyknął myląc strażnika.Ten niczego nie świadom pobiegł do miejsca ,które wskazał mu Lok.Nie widząc „łowców”.Wbiegł do jednego z pomieszczeń obok.Lok dla pewności spojrzał przez okienko.Zobaczył tam Zhalię i Sophie ,które czekały aż Loka je wpuści.Chłopak jak najszybciej otworzył bramę ,by wpuścić dwie łowczynie.

-Maskowanie!-użyły obydwie dziewczyny jednej mocy.Po chwili nie było ich widać.

Korytarze kryjówki Wojowników.

-Mam SmS-a od Loka.Czekaj tam jest Profesor ,tego złapaliśmy pięć dni temu i uciekł ,a ci dwaj wyglądają na dowódców.Napiszę do niego ,że już czas.Czekaj tam nie ma strażników stań tam.Ja tu.-wskazał ,by stanęli po dwóch stronach otworów wyjściowych z sali.Napisał do Loka SmS ,by ten zaczął.

Przy wejściu w siedzibie Wojowników.

-Już!-szepnął.Na ten znak obydwie łowczynie pojawiły się .Uchylił wrota ,by dziewczyny mogły zwiać.

-Ktoś tu jest!-krzyknął Lok.

Nagle wszyscy Wojownicy zbiegli się do wejścia.

Przy sali ,w której trwały obrady ,Siedziba Wojowników.

Wszyscy wybiegli z sali.Dante i Paolo stali nie ruszeni.Gdy zobaczyli Profesora Dante natychmiast użył mocy:

-Uwiązanie!

Profesor padł związany ,a na szczęście łowcy Wojowników Cienia nie obejrzeli się za siebie.Dante skoczył na Profesora i obezwładnił go.Zatkał mu usta taśmą klejącą.

-Mam tytany.-powiedział z satysfakcją w głosie Paolo.Po tym zaczęli biec do wyjścia.

-Zaraz!Panie !Profesor!Nie ma go!-krzyknął Szwik do Sueza.

Na nieszczęście łowców Dante i Paolo wpadli na Sueza i Szwika.

-Gdzie Profesor?-spytał Suez.

-Został z tyłu ,Panie.-oświadczył Dante.

-Szwik idź na tyły.Sprawdź gdzie Profesor.-zarządził Suez.

Po dwóch minutach Szwik przybiegł do Sueza i pseudo strażników Wojowników.

-Panie ,był związany!-krzyknął Szwik.

-Zaraz to wy ostatni tu przybiegliście.-powiedział Suez i zdjął hełmy z głów łowców.Zobaczył ,że to łowcy z Fundacji i natychmiast przywołał kilku wojowników ,by uwięzić łowców.Profesor po chwili przybiegł i zabrał legendarne tytany.

-Lok!Zwiewajcie!-krzyknął Dante.

Ciąg dalszy nastąpi.

Odc.8 Złapaliśmy wroga ,dał informacje ,uciekł.

Podwodny budynek ,Morze Śródziemne.

-Panie ,nie damy rady.Ich nowy łowca rośnie w siłę.Sami są bardzo silni.Pokonali Spiralę.-powiedział łowca z Wojowników Cienia ,który nazywał się Goltard .

-Milcz ,Goltard!-krzyknął na niego dowódca ,na którego mówili Suez (Co daje nam od końca Zeus.Mam świetne pomysły ,wiem :D).

-Panie ,zabierzmy najsłabszemu z nich dwa tytany .Jeden umie przemieścić każdego w wirze ognia przez ogień ,dzięki czemu nasz plan może jeszcze lepiej wypaść.-powiedział ostatni z dowódców ,którego nazywają Szwik.

-A co z drugim?-spytał Suez .

-Ma miecz ognia ,dzięki tym tytanom nasz plan zadziała lepiej.-odpowiedział Szwik.

-Heeaa…Dobra ,ale przyda się tytan ,który zakamufluje tytany.Nie wpadłeś na to?-spytał dowódca.

-Istnieje moc ,którą nazywamy ukrycie .Nie wpadłeś na to?-odpowiedział i spytał Szwik.

-Ty jesteś taktykiem.Nie pomyślałem.-powiedział dowódca.

-Ta.Ale do rzeczy ,trzeba obmyślić plan.Proponuję w nocy ich uśpić.Przejrzymy cały dom.Aż znajdziemy tytany.-ujawnił dowódcy plan.

-Powiem więcej.Wykorzystamy to ,że śpią .Weźmiemy wszystkie ich tytany.Będą słabi.Najlepsza drużyna fundacji padnie na kola przede mną ,Suezem!-krzyknął dowódca .

-Tak panie.-powiedzieli klęcząc  Goltard  i Szwik.

-Polećcie do Irlandii.Tam rosną ziółka ,które uśpią najpotężniejszego z najpotężniejszych łowców na Ziemi.-rozkazał Suez

Hrabstwo Kerry ,Irlandia.

Gdzieś na łące Goltard i Szwik szukali ziół usypiających.

-Szwik ,mam kępę roślin podejdź tu.-pokazał Szwikowi zioła Goltard.

-Tak ,to te.Patrz ktoś jedzie !Zbieraj !Zwiewamy !-nakazał Szwik.

-Mam spadamy!-odkrzyknął z ziołami w rękach.Pobiegli.

-Lot!-użyli mocy obydwaj Wojownicy Cienia i polecieli.Okazało się ,że w samochodzie była Scarlet .

-To Zioła usypiające.-powiedziała do siebie.

-Dante!Uważajcie.Wojownicy Cienia mają Zioła Usypiające.Widziałam ,że zrywają je .Musicie ostrzec wszystkie drużyny!-krzyknęła do telefonu..

-Spokojnie zaraz wyślę sygnał do Metza .On wszystkich zawiadomi.-powiedział i rozłączył się.Szybko włączył wideo-konferencję z Metzem.

-Metz ,Scarlet do mnie dzwoniła.Mówiła ,że dwaj Wojownicy Cienia byli w Irlandii.Zbierali Zioła usypiające .Najpewniej na nas .Ostrzeż  wszystkie  drużyny niech będą na baczności.-powiedział Dante.

-Dobrze.Musimy się zbroić.-rozkazał Metz.

-Nie ,nie mogę tak siedzieć.Nie wiemy co chcą zrobić.Zaatakujmy.Poszukajmy jeszcze kilku informacji .Co chcą zrobić.-powiedział Dante.

-Nie Dante ,nie możemy działać pochopnie.-powiedział Metz.

-Metz ,jeżeli nie będziemy nic robić może być za późno.-powiedziała Zhalia ,która wcześniej milczała.

-Nie.Nie mogę się zgodzić na takie coś.-Metz był nieugięty.

-Podaj chodź jeden przykład dlaczego nie możemy działać.-powiedział Dante.

-Jeżeli zaatakujecie mogą wam coś zrobić.Poza tym ich jest za dużo .Część zawalczy z wami ,a reszta doprowadzi do tragedii.-oznajmił dowódca fundacji.

-Dobra ,jutro pogadamy.Muszę pomyśleć.-powiedział Dante.

-Ja też pomyślę .Pamiętajcie ,uważajcie na siebie .Teraz muszę wszystkich zawiadomić.-zakończył rozmowę Metz i rozłączył się.

-Dante nie możemy siedzieć bezczynnie .-powiedział Lok ,który razem z Sophie ,Czeritem i Paolo weszli do pokoju.

-Jeżeli dziś przypuszczą atak na nas to …-powiedział Dante.

-Będziemy udawać ,że śpimy ,gdy zaatakują pogonimy ich.-powiedziała Sophie.

W nocy ,Dom Dantego ,Wenecja ,Włochy.

-Po cichu .Goltard zapal zioła.-powiedział cicho Szwik.

-Macie tu trochę dymu.-powiedział Goltard i poszedł do pokoju Dantego.

Podszedł do łóżka Dantego .Ten poczuł dym ,a gdy Goltard podszedł do niego wyskoczył z łóżka i powalił go na podłogę.

-Już!-krzyknął Dante ,a drużyna wyskoczyła z pokojów na korytarz.

-Hmm dziesięciu na sześciu .-powiedział Paolo.

-Jakby macie słabe szanse.-powiedział Lok.

-Zobaczymy!krzyknął Szwik.-Do ataku!

Teraz Dante wpadł na korytarz ,rzucając Goltarda w ścianę .Ten odbił się i upadł nieprzytomny.

-Szybko ,tytany!-krzyknął Dante.

-Walcz dla swojej pani ,Kilthane!-wezwała tytana Zhalia

-No to dawaj ,Basilardzie!-wezwał tytana Lok.-Basilardzie pogoń ich!-wydał Basilardowi komendę.

-Pomóż mu ,Kilthane!-nakazała swojemu tytanowi Zhalia.

Tytany ruszyły na wojowników.

-Cherit!-krzyknął Paolo.

-Wiem!-odpowiedział tytan i wystrzelił ogniem w  Goltarda ,który z trudem uciekał.Jednak zdołał odskoczyć.Paolo według planu skoczył na niego.

-Puszczaj!-krzyknął Goltard szarpiąc się.

Lok ,szybko!-krzyknął Paolo ledwo utrzymując Goltarda.

-Uwiązanie!-użył mocy Lok.Goltard został związany.Leżał teraz bez ruchu.

-Wpadłeś w pułapkę.Myślałeś ,że zawalczymy z wami?-spytała sarkastycznie Zhalia.

-Dante ,do rzeczy .-powiedziała Sophie.

-Zhalia ,połącz się z Metzem .My przypilnujemy kolegę.

-Jest druga w nocy ,o co chodzi ?-spytał Metz.

-Jak spodziewaliśmy się przed chwilą zaatakowali nas Wojownicy.Mamy jednego z nich .Wygląda na jednego z czołowych Wojowników.-powiedziała Zhalia.

-Dobra dajcie go tu.-powiedział dowódca fundacji.

-Wypuśćcie mnie!Pożałujecie!Wojownicy mnie uwolnią!-zagroził Goltard.

-Jak wygląda wasz plan ?Mów!-nakazał Dante.

-Nigdy.

-Smocza Pięść!-przystawił do twarzy Goltarda wzmocnioną pięść Dante.

-Chcemy wykraść tytany tego waszego początkującego.Te tytany potrafią zapanować nad wulkanem.Gdy dym wyjdzie z wulkanu Ark rozpyli go na cały wszechświat.Zapanujemy nad światem .Zapanujemy nad Anulatorami.Świat będzie nasz.-zdradził plan Goltard.

-Przypilnujcie go jutro przyleci samolot i zabierze go do siedziby w Nowym Jorku.-nakazał Metz .

-Nie możemy trzymać go blisko Ark.-powiedziała Sophie.

-Pojaw się ,Gareonie!-wezwała tytana Zhalia.

-Dlaczego go wezwałaś?-spytała Sophie.

-Przed chwilą ujawniłaś mu gdzie jest Ark.Gareonie połącz ze mną siły ,by usunąć mu pamięć.-wydała swemu tytanowi komendę Zhalia i spojrzała wraz z Gareonem w oczy Goltardowi.Po minucie nic nie pamiętał.

-Będziemy się zmieniać.Dwie godziny przypilnuję go ja z Czeritem ,dwie Lok z Zhalią ,a na koniec dwie godziny Paolo i Sophie.-zarządził Dante.

Noc minęła spokojnie.Rano przyleciał samolot fundacji i zabrał Goltarda do Nowego Jorku.

Siedziba Organizacji ,Praga ,Czechy.

-Panie Wailder ,odrzutowce wyleciały.Gdy będą nad Hiszpanią zaatakują.Gdy przechwycimy łowcę Wojowników ,będziemy mogli nad nimi panować.-powiedział Stack.

-Ponadto pokonując  Wojowników Cienia zyskamy moc dzięki ,której fundacja padnie na kolana przede mną!-krzyknął Wailder.

Dom Dantego ,Wenecja ,Włochy.

Lok usłyszał dźwięk wideo-wiadomości od Metza.Szybko poszedł odebrać.Gdy włączał rozmowę reszta drużyny weszła do salonu.

-Co jest Metz?-spytał Lok.

-Jakiś samolot wyleciał z Czech.Sądząc po wyglądzie należy do Organizacji.Będą chcieli wysadzić nasz samolot i przechwycić Goltarda.Musicie temu zapobiec.-Zlecił Metz.

-Drużyno ,lecimy!-krzyknął Dante.

Nad Hiszpanią.

-Dante ,widzę odrzutowce Organizacji.-powiedziała Sophie.

-Są cztery.Zhalia ,Lok gotowi?-spytał Dante.Zhalia i Lok kiwnęli głowami.Całą trójka weszła na skrzydło samolotu fundacji.

-Hiper-skok!Oczyść drogę ,Metagolemie!-wezwał tytana Dante podczas skoku na jeden z odrzutowców Organizacji.Metagolem wyrzucił samolot do oceanu i wrócił do amuletu.Sophie ,która prowadziła samolot podleciała po Dantego.

-Cholera!To drugi samolot fundacji!-krzyknął jeden z pilotów odrzutowców Organizacji.

-Rozstaw ich po kątach ,Królu Bazyliszku!-wezwała tytana Zhalia.Król Bazyliszek podleciał do odrzutowca Organizacji i zamienił pilotów w kamień .Spadli do oceanu.Jeden z garniturów wyjrzał z odrzutowca i wystrzelił pulsem światła w głowę Bazyliszka .Tytan wrócił do amuletu.

-Naprzód ,Kipperinie!-wezwał latającego tytana Lok i podleciał do odrzutowca.Używając Smoczej Pięści wyrwał silnik ,ale garnitur z ostatniego odrzutowca wystrzelił Burzą Błysków w Kipperina .Tytan wrócił do amuletu ,a Sophie ledwie zdążyła złapać Loka.

Zhalia ,chodź po Loka na skrzydło!-zarządził Dante.

-Osłaniam was!-krzyknął Paolo.

-Wzmocnię cię!-krzyknął Cherit wystrzeliwując mocą ,która wzmacnia łowców i tytanów w Paolo.Po wykonaniu mocy wleciał do samolotu ,by oszczędzić siłę.

-Dobra ,gotów ,cel ,pal.-powiedział do siebie Paolo.-Puls Światła!-wystrzelił mocą w silnik odrzutowca.Ostatni odrzutowiec dołączył do reszty i wpadł do oceanu.Garnitury z odrzutowców szybko wyskoczyli z maszyn wpadając bezpiecznie do oceanu.Jako ,że umieli pływać dopłynęli do brzegu.

W tym samym czasie ,samolot fundacji transportujący Goltarda.

-Co to!?-krzyknął zaskoczony widokiem odrzutowców Organizacji łowca fundacji ,który pilnował Goltarda.Łowca Wojowników Cienia wykorzystał to i kopnął łowcę ,dając sobie czas na ucieczkę.Wyskoczył z samolotu.

-Sophie ,uciekł nam.-powiedział pilot .

-Nie!-krzyknęli wszyscy na pokładzie samolotu drużyny.

Ciąg dalszy nastąpi.

Nareszcie skończyłem to opowiadanie.Komentujcie i pytajcie!