16. Wszystko zaczyna się wyjaśniać.

W samolocie.

-Co?!-krzyknęli wszyscy.

Caroline chwyciła Kathrine i Paolo i zabrała ich kilka kroków dalej.

-Paolo, co ty robisz?-spytała ze złością w głosie.

-Wiem co robię. Kupuję nowy dom tam będziesz mieszkać. Inaczej nie  masz domu. W ogóle gdzie ty wcześniej mieszkałaś?

-Nie mieszkałam.-odpowiedziała zgryźliwie.

-Dobra, powiem tyle. Nigdy wcześniej wam tego nie mówiłem. Ja i Caroline i ta kobieta czyli Kathrine jesteśmy czarodziejami. Suez natomiast to nie tylko łowca ale i nadmocny, czyli ten, z którym walczyć można przy większej mocy.-wytłumaczył Paolo.

-Czyli, że my nie mamy tej mocy?-spytał Lok.

-Teoretycznie. Możecie ją z siebie wykrzesać dzięki jednej mocy. Mocy Słońca. Posiadał ją tylko Lord Casterwil. Co 60 członek rodziny jest czarodziejem. Ja i Caroline i Kathrine właśnie tymi osobami jesteśmy.-powiedział Paolo.

-To te dwie są Casterwilami?-spytała Sophie.

-Tak. Caroline nie ma majątku po twoich rodzicach, bo ma dopiero 18 lat, a z naszego rodzeństwa ja jestem najstarszy. Kathrine ma natomiast, nie uwierzycie. Ma 500 lat. Była ona łączniczką, czyli czarodziejką, która panuje nad dwoma światami. Światem żywych, czyli naszym i Światem Umarłych. Potrafiła ściągać umarłych do świata żywych. Teraz łączniczką jest Caroline.-wytłumaczył Paolo.

-Dobrze. Więc jak możemy pokonać Sueza?-spytał Dante.

-Ja i dziewczyny coś wykombinujemy.

-Hej, hej, hej! Jakim cudem nie wiedziałeś o łowcach, wiedząc o czarodziejach?-spytała Sophie.

-Rzuciłam kilka lat temu na niego czar. Ostatnio musiał wyczuć to, że używam bardzo silnej mocy. Wtedy przyleciał do mnie i przypomniał sobie wszystko o czarodziejach.-wytłumaczyła Caroline.

Dzień później, Dom Dantego, Wenecja, Włochy.

-Dzisiaj się wyprowadzam! Dziewczyny mamy nowy dom! Idę pakować manatki!-krzyknął rozentuzjazmowany Paolo.

-Już dziś?-spytał Lok.

-Tak! Idę się pakować!

Kilka godzin później. W drodze do nowego domu.

-Powiem ci, że fajnie się z tobą mieszkało.- powiedział Dante prowadząc auto.

-No mam nadzieję. Będę do was wpadał.- odpowiedział Paolo.

-My do ciebie.-odpowiedział Dante i spojrzał na siedzącego na miejscu pasażera Paolo.

-Tylko informujcie przed przyjściem. Dante!-odpowiedział i krzyknął z przerażenia.

-Co? Nie musisz krzyczeć.-odpowiedział jak gdyby nigdy nic.

-Spójrz na drogę!-krzyknął z przerażenia Paolo.

-Co?! Nie !-krzyknął Dante. Sunęła na nich ciężarówka. Po chwili uderzyła w auto z impetem. uto zaczęło dachować i uderzyło w drzewo.

Dwie godziny później.

-Cholera! Paolo, ani Dante nie odbierają.-powiedziała z nutką zdenerwowania Zhalia.

-Wyluzuj. Może znaleźli jakąś wódkę i chleją na cześć nowego domu Paolo.-powiedział Lok.

-Tak, ale Dante prowadzi. Poza tym zawsze ode mnie odbiera.-powiedziała Zhalia.

-Spokojnie.- spróbowała uspokoić Zhalię Sophie.

-Spokojnie?! Jadę.-oznajmiła Zhalia.

-Zabierzemy się z tobą.-powiedziała Sophie.

-Wiesz, którą trasą jechali?-spytał Lok.

-Tak.

-To dobrze.

20 minut później. W drodze do nowego domu Paolo.

-Zhalio, stój. Jakiś wypadek.-powiedział Lok.

-No i? Nikt kogo znamy.-powiedziała Zhalia i jechała dalej.

-To chyba auto Dantego!-krzyknął Lok.

-CO?!-krzyknęła Zhalia i zawróciła.

-Tak to na pewno jego auto. Cholera wygląda na to, że… Zhalia, Dante… No wiesz… He’s dead.-powiedziała Sophie.

-Nie… to niemożliwe, nie!-zaczęła wrzeszczeć z rozpaczy Zhalia i zaczęła płakać jak i Sophie. Tylko Lok zachował zimną krew.

-Cicho! Jedziemy do szpitala! Zhalia, prowadź!-zarządził Lok z zimną krwią.

Po 30 minutach byli w szpitalu.

-Dzień dobry, jesteśmy w sprawie wypadku samochodowego. Poszkodowani to Dante Vaile oraz Paolo, Kathrine i Caroline Casterwil.-powiedział do pewnego lekarza Lok.

-Informację, przekazuję tylko rodzinie, państwo kim są?-oznajmił lekarz.

-Jestem narzeczoną Dantego, a Sophie to siostra cioteczna Paolo, więc gadaj doktorku co z nimi jest?!-spytała Zhalia.

-Spokojnie. Cała czwórka jest w stanie krytycznym, pan Dante ma liczne obrażenia Czaszki oraz płuc i jest mocno poobijany, a i jeszcze złamana lewa noga, pan Paolo liczne złamania, potłuczenia i najgorsze czyli obrażenia wątroby, Caroline i Kathrine to głównie poobijane głowa, obrażenia czaszki i płuc. O stanie ich życia zadecyduje następne 24 godziny.-poinformował Lekarz.

-Co? Nie… Prosze, nie?-zaczęła płakać Zhalia. Sophie po chwili zaczęła również płakać.

-Boże. Sophie, mieliśmy plany. Ślub, gromada dzieci. I teraz to.-zaczęła mówić Zhalia.

-Zhalio, rozumiem. Pomyśl o Paolo, spotkał siostrę, Kathrine i nawet nie miał czasu, by spędzić z nimi trochę czasu, kupił nowy dom.- dodała Sophie.

-Dante, dlaczego on? Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Zaręczyliśmy się, ja już miałam przed oczami nasz dom, trójkę dzieci bawiących się w ogrodzie. Tyle przygód. A tu nagle ta ciężarówka…-płakała Zhalia.

-Dziewczyny! Ogarnijcie się, oni jeszcze żyją!- spróbował uspokoić dziewczyny Lok.

-Tak, ale…-nie dokończyła Zhalia, ponieważ doktor zaczął się do nich zbliżać.

-Mam złe wieści. Jeden z mężczyzn nie żyje. Próbowaliśmy go reanimować, ale nie udało się.-powiedział lekarz.

-Który?!-spytały w jednym czasie Sophie i Zhalia.

-Pan, pan Dante.-powiedział z trudem lekarz.

-Nie, nie, nie! Niemożliwe, nie proszę, nie!-zaczęła krzyczeć i płakać Zhalia.

-Proszę o spokój. Mam jeszcze jedno do powiedzenia. Pan Dante, może być dawcą wątroby dla pana Paolo. Panno Zhalio, naprawdę pan Dante nie wróci do świata żywych, a może uratować życie pana Paolo. Pani musi tylko się zgodzić. Paolo jest w bardzo złym stanie, głównie przez wątrobę.-powiedział lekarz.

-Dobrze.-powiedziała przez łzy Zhalia.

3 godziny później.

Lekarze wchodzą na salę operacyjną, na korytarzu stoi Lok i dziewczyny.

-Zhalia, dlaczego tak szybko się zgodziłaś? Większość osób zastanowiłoby się, a ty tak szybko.-powiedziała Sophie.

-Bo sama miałam przeszczep i wiem jak to ważne, Dante nie żyje, a gdyby żył przekazałby mu tę wątrobę.-powiedziała przez łzy Zhalia- chcę, by uratował kogoś jeszcze nawet jako nieżywy.

-Aha.-przytaknęła Sophie.

Kilka godzin później.

-O pan doktor! jak operacja?!-spytał Lok.

-Niestety, Paolo również zginął na stole operacyjnym.

-Niemożliwe, to jakieś fatum.-powiedział Lok i zaczął również po cichu płakać.

Ciąg dalszy nastąpi.

Nowe opko nadeszło, po ciut długiej przerwie następne będzie szybciej, bo jest wena ;) A i jeszcze jedno Morgi „Alles Gute” , Morgi wracaj do zdrowia. Oczywiście życzę tego Thomasowi Morgensternowi.