17.Nie poddawaj się i myśl. (Komentarze mile widziane :D) Nie no ale serio mile widziane.

Szpital, Wenecja, Włochy.

-Co pan mówi? Jak mogło się nie udać? Mój narzeczony oddał kawałek wątroby, by uratować przyjaciela, a pan mi tu mówi, że operacja się nie udała.  No proszę pana odszkodowanie się należy za to.-powiedziała sfrustrowana Zhalia.

-Skończ! Oni nie żyją. Pomyśl logicznie. Paolo wiedział co mówi.-powiedział Lok.

-O co ci come on?-spytała Zhalia.

-O tym, że… Chodź.-powiedział Lok i odszedł z Zhalią dalej.

- Co? Lok przestań się wygłupiać, oni nie żyją, zastanów się nad pogrzebem, co zrobić z domem Paolo. Wydoroślej.-powiedziała chłodno i z powagą Zhalia.

-Ja przynajmniej nie ryczę cały czas jak wy, tylko myślę. Słuchałaś Paolo?-spytał Lok.

-No tak dosyć nie bardzo.-odpowiedziała Zhalia.

-Właśnie i to twój błąd, bo już dawno mogłaś być spokojna. Musimy utrzymać przy życiu tą małą.-powiedział Lok.

-Haha. A poco? Przecież ona nic nam nie da i w ogóle jej nie znamy.-powiedziała Zhalia.

-Ale Paolo mówił, że panuje nad światem żywych i…-powiedział Lok.

-Umarłych! Lok jesteś geniuszem, teraz trudniejsze, jak ja przy życiu utrzymać.-wcięła Sophie.

-Panie doktorze-odwrócił się Lok-jakie szanse na przeżycie ma Caroline Casterwil?

-Jej stan jest jak mówiłem ciężki, lecz nie krytyczny. Będziemy starać się usunąć jej krwiaka. Płuca na szczęście całe. Operujemy za dosłownie 30 minut. Ona raczej przeżyje.-powiedział doktor.

-Dobra nie możemy tyle czekać. Co proponujesz?- spytała Loka Zhalia.

-Chwile zadzwonię do Metza. Halo. Metz jest sprawa. Mianowicie. Potrzebujemy czegoś na to, by uratować umierającego od śmierci.-powiedział Lok z taką śmiałością, że Zhalia aż się zaśmiała.

-No to oznacza, że będziecie albo musieli wykraść zwój na zaklęcie od Wojowników, albo Spirali Krwi, wiem że mają taki zwój w głównej siedzibie. Albo możecie zawrzeć jakąś umowę z Wojownikami.-wyjaśnił Metz.

-Metz, Wojownicy chcieli dwóch tytanów Paolo. Może za tych dwóch tytanów oddadzą zwój?-wpadł na pomysł Lok.

-Tak, dobry pomysł. Ja dam rozkaz podrobienia amuletów dwóch Poszukiwaczy na Piekielnika i Fanatoma. Jeden z naszych łowców przekaże wam te amulety.-powiedział Metz.

Dwie godziny później.

Łowca wysłany przez Metza przywozi amulety Lokowi, Sophie i Zhalii. Następnie idą na lotnisko, by polecieć nad Morze Śródziemne.

Godzina później.

-To co skaczemy!-krzyknął Lok i wyskoczył z samolotu wprost do morza. Za nim zrobiły to Zhalia i Sophie. Podpłynęli do siedziby Wojowników, gdzie przy wejściu stali strażnicy.

-Stać! Wy dokąd?-zatrzymał jeden ze strażników.

-Spokojnie, my z interesem do Sueza.-powiedział Lok.

-Pana Sueza, młodzieńcze! Chodźcie z nami.-nakazał strażnik, a po chwili byli w gabinecie Sueza.

-Do ciebie, panie.-powiedział drugi strażnik.

-Czego? Wy…-powiedział Suez.

-My… Ładnie się urządziłeś.-zagadał Lok.

-Tak, tak wchodzimy w nowoczesność. Jutro kupujemy telewizor. A wy tu czego?-spytał Suez.

-Chcemy zwoju na uratowanie zmarłego. Damy ci w zamian Fanatoma i Piekielnika.-przeszedł do konkretów Lok.

-Dobrze. Chodźcie ze mną.-powiedział Suez i poszedł z łowcami do pomieszczenia, w którym był pewien zwój.-Macie-tu podał łowcom zwój.

-Dzięki.-powiedział Lok i udali się do wyjścia.

Godzinę później.

Po powrocie drużyna nie poszła do szpitala, lecz do domu. Jednak radość nie trwała długo…

-NIE!-krzyknęła Sophie po tym, gdy zobaczyła zwój. Był zapisany w języku starożytnym, którego nie znała.

-Sophie… Co jest?-spytał Lok.

-Język starożytny. Cholera! Co tu robić?!-krzyknęła Sophie.

-Wracamy do siedziby Wojowników. Za 6 godzin przyjadą po ciało Dantego. Mamy tylko i aż 6 godzin. Zbieramy się.-powiedział Lok.

-Zabieram tytany Paolo. Oni tych tytanów chcą.-powiedziała Zhalia.

-O nie. Nawet o tym nie myśl. Nie wiadomo do czego chcą tych tytanów.-powiedziała Sophie.

-Cicho! Zabieram te tytany i tyle.-trzymała za swoje Zhalia.

-Dobra. Niech ci będzie.-powiedziała zła Sophie.

Godzinę później. Morze Śródziemne.

-Głupcy! Nie wejdziecie! Udało wam się oszukać Wielkiego Sueza! Drugi raz wam to nie wyjdzie!-krzyczał strażnik.

-Spokojnie, tym razem mamy prawdziwe tytany, wpuść nas.-powiedział Lok.

-Dobra! Właźcie!-zgodził się strażnik.

-Witajcie! Znów jakiś złoty interes?!-spytał Suez.

-Złoty, złoty. My damy wam prawdziwego Piekielnika i prawdziwego Fanatoma za tłumaczenie zwoju.-powiedział Lok.

-Zszargaliście me zaufanie, którego i tak nie było. Ty młody człowieku dasz mi swój miecz.-zażądał Suez.

-Dobrze.-zgodził się Lok.

-Lok…-powiedziała Sophie z wyrzutem.

-Wszystko za ich życie.-powiedział Lok.

-Wiesz co robisz?-spytała Zhalia.

-Lojalność. Nawet nie wiecie jaka to trudna decyzja, jesteście ze mną?-spytał Lok.

-Tak.-przyznała Zhalia.

-Zawsze.-powiedziała Sophie i podeszła do Loka. Znalazła się w jego czułym uścisku. Stała tak pięć minut.

-Koniec tych czułości. Za chwilę Szwik przyniesie wam tłumaczenie. Dawaj tytany i miecz.-nakazał Suez.

-Najpierw chcę zobaczyć tłumaczenie.-powiedział Lok.

-Podobasz mi się. Dobry byłby z ciebie Wojownik Cienia. Nie ufny. Rozważ tę propozycję.-zaproponował Suez.

-Nie kręć. Dobrze wiesz, że jestem lojalny, a ty tego słowa pewnie nie znasz.-nie zgodził się Lok.

-Jest i wasze tłumaczenie.

Lok podszedł do Sueza, który trzymał tłumaczenie. W ręce niósł tytany i Ostrze Woli. Suez wyciągnął rękę z tłumaczeniem, a Lok przełożył tytany do lewej ręki. W prawej trzymał Ostrze Woli.

-Lok!-krzyknęła Zhalia. Lok puścił do niej oko i uśmiechnął się triumfalnie. Suez spojrzał na niego ze zdziwieniem. Lok nagle machnął mieczem, a na Sueza poleciały Ostrza. Wypuścił z ręki tłumaczenie, a Lok je złapał i wybiegł z dziewczynami do wyjścia. Jako, że strażników było dwóch zostali łatwo pokonani, a Lok, Zhalia i Sophie uciekli do samolotu.

Godzinę później.

Cała trójka wbiegła do szpitala. Poczekali, aż lekarze wyjdą z sali, w której leżeli Dante i Paolo. Już byli pod drzwiami, gdy nagle usłyszeli głos znajomego im lekarza.

-O! Witajcie. Mam dla was dobre wieści. Stan tych dwóch dziewczyn nie jest już krytyczny za tydzień wypiszemy je ze szpitala.

-Dzień dobry ! To dobrze.-odpowiedział Lok, a potem szturchnął Sophie i szepnął jej do ucha- Odwróć jego uwagę.

Sophie przytaknęła i powiedziała do lekarza :

-Czy mogę się dowiedzieć kiedy będą w pełni sprawne?

-Dobra Zhalio teraz.

-Lok, ja będę stała pod drzwiami, a ty idź.

-Dobra. Idę.

Lok wszedł do sali. Wzdrygnął się gdy zobaczył dwa martwe ciała. W sali unosił się dziwny zapach i było bardzo zimno. Lok podszedł do łóżka, w którym leżał Dante, odkrył kołdrę i ledwo co zatrzymał krzyk w gardle. Leżał przed nim Dante cały blady z wielką blizną na czole. Gdy opanował się pomyślał, że czas na zaklęcie, bo dziewczyny mogą sobie nie poradzić. Zobaczył zaklęcie. Nie było trudne, dlatego szybko je wypowiedział. Dante dalej leżał bez ruchu. Powoli zaczął zbliżać rękę do szyi Dantego. Nagle za bark złapała go jakaś obca dłoń. Krzyknął z przerażenia, ale dłoń zasłoniła jego usta.

-Hej, dlaczego krzyczysz?- zapytał Dante śmiejąc się.

-Dante! Ty żyjesz!- uradował się Lok.

-Żyję, żyję.

-Dobra Dante, poczekaj tu.

Lok podszedł do łóżka Paolo. Po odkryciu kołdry już nie wzdrygnął się, ale szybko wypowiedział zaklęcie. Paolo wstał. Do pokoju weszła Zhalia.

-Co robimy?-spytała.

-Nie mam pojęcia -odpowiedział Lok.

-Ty się zajmij zaklęciem.Ja jakoś przemycę chłopaków.

-A o mnie to zapomnieliście?-spytał Dante uśmiechając się.

-Dante! Tęskniłam za tobą, Boże jak się cieszę, że cię widzę!-ucieszyła się Zhalia i padła w ramiona ukochanego.

W tym czasie Lok wypowiadał zaklęcie. Zhalia szperała w papierach.

-Hej, Lok mam pomysł. Nie sporządzili jeszcze aktu zgonu. W tych papierach są rzeczy, na które lekarze na pewną będą patrzeć. Jestem w stanie nałożyć zaklęcie , dzięki któremu każdy człowiek, który na te papiery będzie patrzeć.- powiedziała Zhalia.

-Ok. Już skończyłem zaklęcie. Za 3.2.1.-odliczył Lok i usłyszeli znajomy głos.

-Siemanko. Chwilkę mnie nie było.- powiedział Paolo uśmiechając się.

-Siemka. Nie ma czasu. Ty tu poczekaj.- odpowiedziała Zhalia.

I rzuciła zaklęcie podobne do Naiwności.

-Hej, Zhalio co byś powiedziała na to, żebyśmy zwiali na Kiperinie?-zapytał Lok.

-Nie. Kombinuj dalej.-odpowiedziała zgryźliwie Zhalia.

-Boże, ja was nie znam. Nie słyszeliście o mocy zwanej Maskowanie?- spytał Paolo przewracając oczami.

-Że też na to nie wpadłem. Dobra dawajcie.-zgodził się Lok.

Wszyscy użyli maskowania i wyszli z sali. Wyszli ze szpitala i zadzwonili do Sophie, która ich nie widziała. Po chwili cała 5 wróciła do domu.