#1. Zabawa w detektywa.

-Słuchajcie, od czegoś trzeba zacząć. Dokładnie tu gdzie stoimy była „kałuża” lawy, czytam magmy nie orientuję się. Zobaczcie, nawet nie ma po niej śladu. Nie ma nawet dziury, którą lawa mogłaby utworzyć.-Paolo wygłosił swą kwestię.                                          -W wulkanie nic nie ma. Może zejdźmy głębiej.- Zaproponowała Zhalia.

-Logiczne. Sophie mogłabyś?-Dante skinął na Paolo wyciągającego Nosowierta.

-Jasne, Nowe Życie!

-Przybywaj! Nosowiert!

Tytan zaczął wiercić.

-Ostrożnie!-przestraszyła się lekko Sophie.

I wykopał w sekundę dosłownie. Spojrzeli w dół. Musieli zejść na około dwa metry. Koci skok i po wszystkim. Przed nimi rozciągał się wielki tunel. Postanowili odpalić szybki ogień. Przebiegli około 15 kilometrów, co pobudziło zdziwienie Cherita. Mogliby więcej, ale to co zobaczyli przed oczami,  zobaczyli umierających z głodu członków Organizacji, którzy zamiast siedzieć zamknięci i dostawać pokarm od Carlesa, postanowili dokopać się, do tuneli wydrążonych setki lat temu przez lawę z wulkanów, już dawno nieczynnych.

-Ratunku… Nie zabijajcie… nas.-dyszał Wailder.

-Uuu, to już wiem czemu tak tu capi!-rzuciła Zhalia z obrzydzeniem.

-Niestety ale każdy człowiek na Ziemi oddaje kał.-zaśmiał się Lok.

-Dobra uratujmy ich, kwestia kilku godzin i zginą.-Sophie naprowadziła rozmowę na poważny ton.

-Ratuj, ratuj, bo będę rzygał!-Lok nie chciał spoważnieć.

-Zabieramy was do głównej siedziby, tam dostaniecie jedzenie i picie, i oby jakieś czyste ciuchy, bo serio cuchniecie, nie zapomnijcie też o kąpieli. Jeden warunek, przysięgnijcie, że zakończycie działanie dla Organizacji. Nie macie wyboru, jeśli chcecie żyć.- Dante powiedział i za pomocą teleportacji wziął tysiące ludzi z Organizacji do Nowego Jorku i Wenecji. Reszta została, by dalej toczyć śledztwo.

-Ej, tak w ogóle to, która godzina?-spytał Paolo.

-18.-Powiedzieli wszyscy.

-O 19 spadamy.-powiedział Paolo.

-Czemu?-spytała Sophie.

-Bo nie ma dżemu, O 20:30 jest imprezka.-nadeszła odpowiedź.

-A 20 nie wystarczy?-spytała Sophie.

-A chce ci się tu cały czas siedzieć?

-W sumie racja.-odparła Casterwilka.

-Idziemy?-spytał Sophie Lok.

-No nie wiem…

-Sztywniara.-zaśmiał się Paolo.

-Ja? Nie ja tylko… eee. Nie będę chodziła na te imprezy co ty.-znalazła wymówkę.

-Nie lubisz mnie i mojego poczucia humoru?

-Od dziś mówimy na ciebie PaoLOL!-Dorzucił Lok.

-Ej, nie żeby coś, ale to chyba nie pogawędka przy piwku, tylko misja.-Zhalia przerwała pogawędkę.

-Racja.-Odparł na to Paolo.

-Chciałbym dodać, że nic tu nie ma.-Lok stwierdził to, co wiedział każdy.

-Stop! Nie sądzicie, że to zasadzka?!-Paolo rzucił zaskakując każdego.

-Czemu?-Lok zaciekawił się.

-Sycylia to wyspa, a wokół niej…-Paolo nie dokończył, bo przerwała mu Zhalia.

-Morze, Morze Śródziemne, ciekawe jak niby mieliby się przedostać na tej wysokości z Czech przez morze?-wytłumaczyła.

-A w Morzu Śródziemnym…-dorzucił Lok.

-Siedziba Wojowników. Ale oni wszyscy nie żyją.-Odezwała się Sophie.

-Może to coś gorszego.-Stwierdził Lok.

-Kiedy indziej to sprawdzimy, co z Dantem?-Spytała Zhalia, mimo, że wiedziała to, że nikt jej nie odpowie.

-Zhalia, ja i Paolo, my lecimy do Wenecji, Sophie i Cherit polecą do Carlesa, zobaczyć, czy Organizacja jest w pułapce.GO!- Lok przejął funkcję przywódcy i teleportacja przeniosła ich do Pragi i Wenecji.

Siedziba Fundacji, Wenecja, Włochy.

Trójka łowców weszła do siedziby.

-Co was tu sprowadza?-spytał Saimon, który dużo schudł, i wyglądał jak dawniej.

-Saimon, czy Dante tu był?-spytał Lok.

-Nie, a co się stało?-spytał Saimon, który przeniósł główną siedzibę do Wenecji.

Lok wytłumaczył sytuację jak najszybciej.

-Zostańcie tu, może coś wymyślicie, ja lecę do Nowego Jorku. Może Dante tam jest.-Powiedział Paolo i znikł w mgnieniu oka. Sekundkę później Sophie wróciła z względnie dobrą wiadomością, mianowicie, że Organizacja jest gdzie jest.

-Podobno został Wailder i 16 garniturów, reszta popełniła samobójstwo.-poinformowała.

-I pomyśleć, że to kiedyś byli moi ludzie.-rzucił Profesor.

Paolo wrócił.

-Nie ma go .-oznajmił.

-Sophie, znasz zaklęcie Wykrywacz Śladów Magii?-spytał Saimon.

-Słyszałem o nim kiedyś. Dobry pomysł.-powiedziała Sophie.

-Wykrywacz śladów? No spoko, zabawa w detektywa.-rzucił Paolo.

-Nie ciekawe. Sophie, powróć z Cheritem do tego tunelu i idźcie dalej śladem. Reszta lecicie najpierw do Czech i sprawdzacie podziemne połączenie. Za pomocą Holotomu, będziecie dążyć do wulkanu, być może natkniecie się na coś ciekawego, jeżeli połączenie skończy się nad Morzem pędźcie do Sophie i Cherita.

-Mam prośbę, to mega dużo drogi, cała noc i dzień zlecą. Na szybkim ogniu, więc mógłbyś dać nam skutery?.-poprosił Lok.

-Skutery? Skutery?! Popierniczyło cię?- tu potrzebny ścigacz.

-Mamy jednego.-odparł Saimon.

-Ja prowadzę!-wyrwał się Paolo.

-Ooo nie no to ja idę z Sophie.-oznajmiła Zhalia.

-To ja chce z chłopakami!-powiedział Cherit.

-Dobra.-nie traćcie czasu!-powiedział Saimon.

Pod wulkanem, Sycylia, Włochy.

-O co chodzi z tym zaklęciem?-spytała Zhalia.

-To jedno z wielu zaklęć Casterwilów. Polega na odnalezieniu śladów po magii i działa dwie godziny.-wytłumaczyła.

-No to let’s go.

Sophie użyła zaklęcia. Sophie szła widząc ślad. Szły, szły i szły. W końcu Zhalia zdenerwowała się z powodu wolnego poruszania się i odpaliły szybki ogień, i tak przez 2  godziny (z przerwami oczywiście na jedzenie kanapek i picie wody. W końcu czas się skończył, a przed nimi dwie drogi, nierozsądnie byłoby się rozłączać, więc zadzwoniły do Loka.

W tym samym czasie pod ziemią.

Lok i Paolo jechali i jechali i jechali dochodzili do 220km/h, zmieniali się w prowadzeniu mechanicznej bestii marki Honda. nic nie było widać, prócz ścian tuneli. W końcu zadzwoniła Zhalia.

-Lok gdzie jesteście?

-Gdzieś pod Austrią.

-Kurcze, my z Sophie idziemy spać. Nara.

-Paolo nie ma czasu. Mam pomysł. Użyjmy na tym motocyklu Szybkiego Ognia. Wlej benzynę, którą ze sobą wziąłeś i pędzimy.

Loka pomysł był dobry , po 6 godzinach dotarli przed Morze Śródziemne, ale to co tam zauważyli było zaskakujące. Pod Morzem zjechali jeszcze w dół, ponieważ okazało się, że tunel rozciągał się pod wodą. I jechali dalej, po pięciu godzinach dotarli do celu. Dzięki Szybkim Ogniu pędzili szybciej niż Bugatti Veyron co wydaje się być niewykonalne. Obudzili Zhalię i Sophie po czym zostawili Hondę, która po kilku zderzeniach z głazami, nie miała szans jechać. Szybki ogień i po godzinie zatrzymali się. Otóż Sophie zauważyła coś niepokojącego. Tunel zmierzał do góry, i powoli zaczął biec na dnie Morza. Stanęli przed czymś zaskakującym. Tunel prowadził do siedziby Wojowników. Był to tunel tajny. Weszli do siedziby, ale to co się działo w jednym pomieszczeniu wstrząsnęło każdym. Zobaczyli Shaunę i Winda, mających Dantego.

C.d.n.

Pierwsze opko drugiej serii już jest ! ;)

Prolog

Dom Dantego, Wenecja, Włochy.

Drużyna ogląda wiadomości. Jest tydzień po wielkiej bitwie.

-Drodzy widzowie. W okolicach wulkanu Etna znaleziono wielką ilość martwych ciał w zbrojach. Naukowcy podejrzewają, że są to szczątki ze średniowiecza. Inni zaś mówią, że ciała są zbyt „świeże”, jak na zwłoki ze średniowiecza. Co więc się stało? Obie wersje zaprzeczają sobie. Świeże zwłoki w tym czasie pochodzące ze średniowiecza? Ludzie polegli w zbrojach w tych czasach? Ta zagadka będzie nas dręczyła. Mówiła dla państwa Roberta Bonitta.

-Haha. Co za głupi ludzie!-śmiał się z dziennikarzy i naukowców Lok.

-Coś tu nie pasuje. Przecież zostawiliśmy ciała, by zostały spalone w lawie. Tymczasem nic nie słychać o wybuchu. Ja sam widziałem lawę, a Lok w niej zginął. Podejrzane, nie sądzicie?-zauważył Paolo.

-Może to wszystko nam się wydawało?-wtrąciła Zhalia.

-Nie. To niemożliwe. Zauważ, że oni znaleźli ciała, a Metz nie żyje.-odpowiedział Dante.

-Tak. Musimy to zbadać.-dodał Lok kończąc rozmowę.

Okolice wulkanu, Włochy.

W nocy drużyna pojawiła się w ukryciu niedaleko wulkanu. Obok wulkanu czatowali naukowcy i ich ochrona. Nijak było przedostać się do wulkanu.

-Co robimy Dante?-spytała Zhalia.

-Po zabiciu Szwika został mi jeden prezent. Mianowicie jeden tytan. Nosowiert!-Paolo przyzwał tytana. Objawił im się tytan z nosem w kształcie wiertła. Był on średni. Dostał polecenie dokopać się do wnętrza wulkanu. Gdy już to się udało drużyna weszła do wulkanu wykopanym tunelem, a tytan powrócił do amuletu.

-Nawet ślepy, by to zauważył… Tu nie ma śladów po wybuchu.-stwierdziła Sophie.

-Tak, ale jeśli to ma dopiero nadejść, minęło mało czasu, może to była zwykła cisza przed burzą?-dorzucił Dante.

-Słuchaj, jeśli miałoby wybuchnąć, to już by to się stało. Czuję, że będzie zabawa… Zaczynamy nową misję. Coś tu śmierdzi, i to mocno.

Cdn.

Łapajcie prolog serii 3, nie było 3 komentów ale to nic :D Pierwszy odcinek już niedługo !