23. Porażka? Czy to możliwe?, czyli zwycięstwo czy porażka.

Wulkan Etna, Włochy.

Amulety wzniosły się do góry i zaczęły opadać wprost do krateru. W krytycznej sytuacji Paolo wraz z Zhalią zachowali zimną krew. Paolo chwycił Zhalię za nogę i wyrzucił ją w kierunku amuletów, a ona w momencie wyrzutu użyła hiper-skoku i złapała w ostatniej chwili amulety. Lądując zaczęła turlać się po wulkanie, a Suez używając Pustki trafił ją. Ona zaś wypuściła z rąk amulety. Suez zaczął ścigać się z Paolo. Paolo był szybszy, jednak Suez bez honoru zaatakował Pustką w plecy Paolo. Dobiegł do amuletów i zaczął dyszeć. Usiadł i zaczął odpoczywać.

W tym samym czasie, pole bitwy.

Z trwającej nieustannie bitwy zostało półtora tysiąca Wojowników i atu Casterwilów z Dante, Lokiem, Sophie, Montehue, Grierem oraz Metzem. Reszta czyli panie oraz Eathon schowali się z braku sił. Nagle Metz zrobił coś wbrew planu. Popędził na Wojowników myśląc, że w planie jest szturm na nich. W pędzie zatrzymał go jeden z Wojowników wbijając mu sztylet w prawą część tułowia, dobił go sztyletem uderzając w serca. Profesor, który obserwował to z dalszej odległości wszystko widział. I nagle coś chwyciło go za serce. Poczuł ogromną złość, poczuł ogromną złość i do siebie i do Wojowników, a szczególnie do tego, który zabił jego przyjaciela. Przyjaciela, z którym spędził tyle lat. Przeżył tyle przygód. Przeżywał dobre chwile, jak i złe. Jego dobroć, która kryła się w sercu nagle przebudziła się, pokonała złą moc, dała mu siłę. Musiał pomścić przyjaciela. Przeskoczył Wojowników i stanął u boku Dantego. Dante również poczuł złość na Wojowników i rozpacz. Jego mentor, dla którego zrobiłby wszystko. Dzięki niemu miał całe doświadczenie, to on od dziecka uczył go bycia łowcą, ale i był jego przyjacielem. Gdy zobaczył, że Profesor przeszedł na ich stronę zrozumiał, że i on stracił przyjaciela. Jakkolwiek by to brzmiało poczuł między sobą a Profesorem pewną więź. Obaj poczuli wielką moc. Poczuli w sobie wielką siłę. To była moc większa niż te, które dotąd czuli. Właśnie to była moc słońca.Obaj ruszyli na Wojowników, wykrzesali z siebie wielką moc. Rozpoczęła się Bitwa, podczas której Lok popędził odebrać tytany Suezowi. Ten wgramolił się na wulkan i wrzucił je do krateru. Lok za pomocą Szybkiego Ognia dobiegł do krateru i rzucił się do płonącej lawy. Zdążył jeszcze przenoszeniem wyrzucić je z krateru jak najdalej od Sueza, ale sam zginął. Wielki Łowca zginął ratując świat od Ciemności. Wszyscy prędko to zobaczyli. Sophie pogrążyła się w rozpaczy razem z Eathonem. Każdy Casterwil i łowca Fundacji był smutny. Szczególnie Dante, Zhalia i Cherit. Oni jednak walczyli dalej, a Sophie i Eathon odeszli od pola walki, ponieważ nie mieli sił, by walczyć. Amulety zaś padły łupem Paolo, który w porę się ocknął. Suez, który był wściekły, że znowu się nie udało podbiegł do Paolo. Rzucił mu wyzwanie. Stanęli naprzeciwko siebie z zaciśniętymi pięściami. Paolo zaczął biec. Suez w ostatniej chwili wyciągnął nogę, na którą wbiec miał rozpędzony Paolo. Ten jednak wyskoczył w górą i opadając chciał uderzyć nogą w korpus rywala. Suez jednak zablokował cios pięścią. Teraz to dowódca Wojowników zaatakował. Jednak używając Smoczej Pięści Paolo uderzył rywala w brzuch i dopełnił formalności Pustką. Suez nie żył. Paolo postanowił, że pomoże Zhalii się ocknąć i pójdzie do Eathona i Sophie, by tam odzyskać siły i pomóc innym w walce. Dante i Profesor swoją szarżą z innymi zabili stu Wojowników. Nagle stała się rzecz niesłychana. Z nieba zaczęło zbliżać się światło. Światło oślepiające, tętniące życiem. Wreszcie osiadło na ziemi, a z światła wyszedł Lok, obdarzony Mocą słońca.

-Lok swoim poświęceniem uzyskał Moc słońca od Casterwila. Tylko nielicznym to się udaje.-powiedział Paolo wybiegając z schronienia z Eathonem, Zhalią i Sophie.

-A czarodzieje?-spytała Sophie.

-To tak na prawdę ściema, którą wymyśliłem, by pomóc mojej siostrze i Kathrine.-przyznał się Paolo.

-Tak czy inaczej Moc słońca daje duże możliwości, na przykład wezwania kilku tytanów naraz.-powiedział Lok.

-Legendarny tytanie Pierzasty Wężu, legendarny tytanie Pendragonie!

-Tao, Araknosie, Behemocie, Ark przybywajcie!-wezwał tytany Profesor.

-Skąd ty je masz?-spytał Dante.

-Nie pytaj.

-Umbro, Cienisty Jaguarze!

-Legendarny tytanie Feniksie!

-Królu Bazyliszku!

-Fanatomie!

-Wilczurze!

-Jerycho!

-Vigilante!

Widok jaki teraz nastąpił był wręcz niesamowity. Wielkie tytany, najmocniejsze na świecie kontra ponad tysięczna armia Wojowników. Tytany mniejsze, jak Vigilante, Wilczur i Fanatom popędziły w sam środek armii Wojowników. Łowcy wcale nie brali udziału w walce. Duże tytany i legendarne atakowały z powietrza i z ziemi. Ogniem i pajęczynami. Kulami mocy i pięściami. Rozszarpywały, biły, niszczyły. Po dwudziestu minutach po Wojownikach zostały tylko ciała, które zaraz będą zimne i zaczną się rozkładać i krew. Na wulkanie zostały martwe ciała trzech najsilniejszych Wojowników. Wszyscy z Fundacji wiwatowali. Później przyszedł czas na składanie hołdu zmarłym. Zginęło dziewięciuset Casterwilów.To 1/4 wszystkich Casterwilów na świecie. Zginął Tersly, po którego śmierci łzy uronił nawet twardy Montehue. Zginął Metz. Wkrótce przyleciały samoloty, które zabrały martwe ciała.

Epilog

Ciała Casterwilów pochowano na nowym cmentarzu Casterwilów we Francji. Ciało Metza zostało przewiezione do Stanów Zjednoczonych, do głównej siedziby Fundacji. Montehue zrobił pogrzeb Terslyemu we Włoszech.

Dowódcą Fundacji został Profesor, ale jako że zrzucił kilkanaście kilogramów i znów zaczął wyglądać jak za młodu, tylko że ze zmarszczkami postanowił być nadal czynnym łowcą i działać razem z Eathonem i jego żoną, która postanowiła, że dalej będzie łowczynią.

Koniec.

 

Teraz kilka słów ode mnie.

Koniec serii, dlatego zrobię sobie około tygodnia przerwy. Jeśli chcecie mogę zrobić serię pytań do mnie, którą nazwę QBA ( Pytania Bartek Odpowiedzi) W której możecie zadawać mi pytania. To pierwsza propozycja. Jeśli chcecie mogę zrobić jakiś konkurs z nagrodami typu napisania jakiegoś opka do Innych Opowiadań i wymyślenia czegoś do następnej serii. Piszcie w komentarzach jak podobała się seria i co myślicie na temat QBA i konkursu, czy w ogóle to zrobić. Czekam na komenty! Piszcie co mogę zmienić i czy chcecie wyżej wymienione rzeczy na blogu! Piszcie komentarze pod tym odcinkiem jak najszybciej!

22.Bitwy ciąg dalszy.

Okolice wulkanu.

Bitwa trwała oczywiście w najlepsze. Już około godziny obydwie strony walczyły ze sobą. Lucas zawołał do Loka.

-Poradzisz sobie?

-Co kombinujesz?-spytał Lok, który miał krótką przerwę w walce, ponieważ nikt go nie atakował.

Lucas odpowiedział skinieniem głowy na stronę Montehue.

-Zhalia! Maska, teraz!-krzyknął Dante orientując się na co wpadł Lucas. On i Sophie podeszli do oddziału Loka, by go wspomóc. Zhalia użyła maskowania. Lucas natomiast zasugerował odwrót, a oddział Loka pojawił się na wschodzie odcinając Wojownikom drogę na południowy wschód, gdzie udał się Lucas, oraz maskująca się Zhalia. Po takim przegrupowaniu Wojownicy musieli się odpowiednio ustawić. I to wykorzystał oddział prowadzony przez Loka, który zwarty w jedną całość ruszył na Wojowników miał duże szanse. Musiał on pokonać około cztery i pół tysiąca Wojowników. Ale to nie było ich celem. Celem było dostanie się do Sueza i Szwika. Jednak Zhalia sama nie da rady ich pokonać. Zrobiłby to Lucas, ale on sam musi ją osłaniać. Szturm Lucasa na Południe był tym, co mogło ustawić losy bitwy. Lucas w swoim planie dodał jeden bardzo ważny ruch. Ukrył Ikary, a szturm miał tylko dać im czas na przelecenie nad Wojownikami. Gdy już to się stało Lucas zasugerował odwrót, a Wojownicy, którzy byli pewni swego ruszyli za nimi. Ikary bez względu to wykorzystały i pozabijały aż 950 Wojowników swym atakiem z zaskoczenia. Plan Lucasa był genialny. Ikary wycieńczone walką wróciły do amuletów, a Lucas wraz ze swoim oddziałem ruszył na Wojowników. Nikt nie spodziewał się tego, że to młody Casterwil będzie postacią kluczową w bitwie. Ale to jeszcze nie koniec. Podczas, gdy Casterwilowie walczyli z Wojownikami, Lucas popędził, by wspomóc Zhalię. Zauważył to jednak Gultard. Popędził i odciął mu drogę do wulkanu.

-Stań ze mną do walki. Najsilniejszy z Casterwilów, kontra ja, najsilniejszy z Wojowników. Jeden na jednego, bez tytanów!-wyzwał Lucasa na pojedynek Gultard.

-Dobrze! Ty i ja.-Lucas zgodził się, ponieważ honor nie pozwolił mu uciec. Był pewny siebie. Stanęli od siebie na około 10 metrów. Gultard i Lucas w jednym momencie ruszyli na siebie. Lucas wykonał skok do góry będąc bardzo blisko rywala i kopnął go w głowę. Niecelnie. Wylądował parę metrów od Gultarda, który bez wahania wystrzelił Klątwę Śmierci. Lucas zablokował to gardą honoru. Wiedział, że w końcu jego rywal się zmęczy, więc nie chciał samemu atakować. Blokował się Gardą Honoru. W końcu nadszedł czas, gdy zobaczył, że rywala włosy są mokre. Teraz ruszył do ataku. Nagle podbiegł do niego i pięścią uderzył w brzuch.Siła uderzenia oddaliła rywala od Lucasa o pięć metrów. Ten nieco skulony chciał przezwyciężyć ból. Wystrzelił Klątwę śmierci, która spotkała się z Ognistym Językiem Lucasa. Jego rywal słabł z każdą sekundą. Lucas postanowił puścić zaklęcie i wyskoczyć Hiper-skokiem zaklęcie Gultarda, które miało trafić Lucasa zderzyło się ze skałą, która stała nieopodal.Lucas skierował swój skok ku Gultardowi i kopnięciem w brzuch wywołał olbrzymi ból rywala, który położył się na Ziemi.

-Walka o śmierć i życie? Przegrałeś ją. Ognisty Język!-Lucas dopełnił formalności i zabił rywala mocą uderzoną prosto w głowę. Gultard po kilku minutach stracił życie.

W tym czasie Zhalia weszła na szczyt wulkanu. Lucas po pokonaniu Gultarda osłaniał Zhalię, ale nie miał od czego, ponieważ nikt jej nie widział. Paolo zobaczył, że droga do wulkanu jest wolna i popędził tam, wcześniej dyskretnie używając maskowania. Lucas postanowił, żeby Dante dał mu prowadzenie bitwy. Miał już swój plan na bitwę. Rozkazał Ludziom, którzy zostali, by przegrupowali się, i żeby czterystu walczyło, a stu, by osłaniali wulkan. Na czele obrony była Sophie, a Dante, Lucas, Montehue i Lok prowadzili atak. Paolo skradał się przed Szwika. Tytany miał jednak Suez, jednak Paolo widział Zhalię, która maskowała się. Lucas natomiast widział Paolo, dlatego sam nie poszedł w kierunku Sueza i Szwika. Paolo wreszcie odważył się i przestał używać maskowania. Nóż, który trzymał dłoni zatopił się w żołądku stratega Wojowników. Suez zorientował się, że ktoś może zaatakować go od tyłu. Zhalia zaatakowała go ale ten odskoczył. Suez spojrzał w krater wulkanu. Jeszcze chwila. Uciekał przed przeciwnikami z Fundacji używał Hiper-skoku, byle by tylko przeczekać, aż w końcu pojawi się lawa.

W tym samym czasie, pole bitwy przed wulkanem.

-Metz co ty tu robisz?-spytał Dante swego mentora, który przeszedł do ofensywy.

-Jestem w Fundacji od lat. Nie może mnie zabraknąć w takiej bitwie.-nadeszła odpowiedź.

Nagle pojawił się Profesor. Nakazał swym ludziom, aby utworzyli jakąś dziwną formację. Ta formacja popędziła na Fundaję i Casterwilów z nożami, a oczywiście im uciekli. W ten sposób odzyskali wulkan.

Na wulkanie.

-Już czas.-Suez powiedział, gdy zobaczył w wulkanie lawę. Paolo to usłyszał. Zhalia mrugnęła do niego. Suez wyrzucił tytany do wulkanu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sorki, że takie krótkie, ale w następnym odcinku będzie więcej. Sądzę, że będzie to opko ciut długawe, więc wyjdzie w następnym tygodniu. Nara :D No i komentujcie oczywiście :)

21.Bitwa.

Niedaleko wulkanu Etna.

Suez, Szwik i Gultard stali na wulkanie, który za kilka godzin miał wybuchnąć. Wulkan otoczony był Wojownikami Cienia, którzy przybyli z całego świata, aby wkrótce nim rządzić. Właśnie trwało przemówienie, gdy nagle ktoś je przerwał.

-Będziemy rządzić światem. Mrok zapanuje na całym globie, a my będziemy władać nad wszystkimi. Mrok wyniszczy każdego. Jedynie my będziemy nań odporni.

-Nie tak prędko dopóki ja żyję to wy nie będziecie rządzić światem!-Powiedział Dante, który nagle pojawił się razem z Denem, Harrisonem, Sophie, Lokiem, Scarlet, Montehue, Terslim i Grierem.

-Nie bądź taki pewien. Patrz co mam w ręku.-Suez pokazał Dwa amulety z tytanami.

-W każdej chwili możemy je ci zabrać.-odpowiedział Dante.

-Was jest dziewięć, a nas 10 tysięcy. Chyba nie macie szans.-zauważył Suez.

-Jesteś pewien? Mam tu kogoś kto z chęcią nam pomoże.-odciął Dante i nagle pojawił się Metz wraz z całą radą Fundacji, panią Lambert oraz Eathonem. Nie trzeba było czekać również na Casterwilów, którzy pojawili się z Lucasem na czele.

-Nas jest tysiąc,  a was dziesięć tysięcy. Nie macie szans.-Zażartował  Den.

-Już niedługo pojawi się lawa, a my wrzucimy do niej tytany, te gdy znajdą się w lawie wylecą w powietrze i rozsieją mrok, w którym my będziemy władcami.

-Dobra piękny plan Suez, ale najpierw muszą tam wpaść.-powiedział Dante.

-Ty jesteś poza kołem dziesięciu tysięcy osób, a ja jestem cztery metry od krateru.

Teraz Dante szybko przekazał wskazówki innym. Rozkazał Lokowi poprowadzić oddział stu Casterwilów, który mieli zaatakować z prawej strony. Był w nim również ojciec Loka, Den, Harrison i Scarlet. Atakowali od północy. Z Od południa był oddział dowodzony przez Montehue było w nim również stu Casterwilów oraz Paolo, Tersly i Grier. Mieli oni swoim atakiem zrobić wyrwę, przez którą Dante, Sophie, Zhalia i łowcy z Fundacji przedrzeć się do Sueza. Łowcy z Fundacji, mieli asekurować Dantego, Sophie i Zhalię. Lucas miał dowodzić resztą Casterwilów i pokonać resztę Wojowników. Niestety był jeden warunek, musieli to zrobić zanim w wulkanie pojawi się choćby najmniejsza kałuża lawy. Na to widok miał Szwik. Skąd mieli wiedzieć czy to już czas? Skąd mieli wiedzieć kiedy trzeba będzie odebrać Szwikowi amulety?  Była jednak mała szansa. Szansa, która polegała na pokonaniu wojowników i dotarciu w przewadze na Szwika i Sueza, którzy byli nie obstawieni. Ale przecież Wojownicy mogli doścignąć łowców i zaasekurować swego władcę i stratega. Po prostu trzeba było zrobić wyrwę między strażą wulkanu i przez nią się przecisnąć do amuletów. Oddział Loka walczył przy użyciu Ikarów i Fejon. Lok wezwał Dendrasa i Hoplitę. Den wezwał Piekielnego łucznika, ojciec Loka Wilczura, Harrison Jerycho, a Scarlet Fyrbolga. Nie wezwali wszystkich najsilniejszych tytanów, ponieważ oszczędzali siły. Wojownicy natomiast wezwali wszystkich swoich tytanów. Nie było łatwo pokonać oddziału, którym się zajęli. Musieli pokonać trzy tysiące Wojowników. Montehue wziął na siebie cztery tysiące Wojowników. Pozostałymi trzema zajął się Lucas. Miał on najwięcej oddziałów dlatego też wziął środek, z powodu, że tam byli najsilniejsi Wojownicy pod wodzą Gultarda. W oddziale Loka Dante skrycie widział szansę. Czuł, że tylko jego młodszy łowca, którego jest mentorem da radę. Czasami myślał nawet, że uczeń przerósł mistrza. Podczas tej bitwy, w której po raz kolejny ważyły się losy świata Lok zachowywał zimną krew. Dowodził swoim oddziałem jak generał. Ikary walczyły w powietrzu z Ciemnymi Czarodziejami. Kule tytanów Wojowników napotykały strzały Ikara. Lok jednak nakazał Denowi dać rozkaz Przeklętemu Łucznikowi, by wykorzystywał walkę Ikarów z Ciemnymi Czarodziejami i niszczył ich strzałami. Fejony musiały rozprawić się z Mrocznymi Wojownikami. Tu było podobnie. Tytani Łowców z Fundacji wykorzystywały zamieszanie między Fejonami i Mrocznymi Wojownikami ścinając, ściskając i miażdżąc tych złych. W oddziale Montehue było inaczej. Montehue sam ścinał rywali swymi siekierami, a po zabijanych Wojownikach zostały same zakrwawione ciała i plamy krwi. Paolo i Grier postanowili, że pójdą z Casterwilami tam, gdzie jest najbardziej gorąco i stoczyć z nimi pojedynek. Montehue został z tyłu. Była to misja samobójcza. Aż 60 Casterwilów zginęło od mocy i mieczy Wojowników. Uratowali się Paolo, Grier i 40 Casterwilów. Tersly zginął. Gdy zobaczył to Montehue ruszył, by odzyskać ciało przyjaciela. Miał przeciwko sobie dwa tysiące Wojowników. Szybko, by zginął ale ci, którzy się uratowali zaatakowali z powietrza oraz z ziemi, czyli Fejonami i Ikarami. Paolo wezwał Wolnego Strzelca, a Grier Wszechpotężnego Żywacza. Paolo postanowił, że zrobi szturm jeszcze raz. Jako, że blisko niego kręciły się Zhalia i Sophie poprosił je o osłanianie. Zhalia przy pomocy Gareona, a Sophie Enfluxion. Woda i Strzały pokonały ku zdziwieniu wszystkich aż tysiąc Wojowników. Spowodowane to było tym, że Paolo, Grier, Montehue i Casterwilowie skupili na sobie uwagę Wojowników. Tytani zajęli się Wojownikami, którzy ogłupieli tym szturmem, bo zapomnieli wezwać tytanów. Gdy Paolo zobaczył, że tytani zaczynają wracać do amuletów, a Montehue ma Tersly’ego wycofał oddział, by nie stracić swoich. Już wystarczająco zrobił, ponieważ ten tysiąc, który został mogą pokonać przy pomocy innych oddziałów. Ileż to roboty zrobili Montehue z Paolo? Bardzo dużo.

Było już o oddziałach północno-zachodnim i południowo-zachodnim więc teraz czas na wschód. Tam walka była zażarta, gdyż Ikary wzniosły się pod rozkazem Lucasa wyżej niż zwykle i spuszczały się w dół. Przy sile spadania wystrzeliwały strzały, które niszczyły Wojowników. Zniszczyli aż pięciuset Wojowników oraz wszystkich tytanów wroga. Lucas dawał rozkaz, że gdy Casterwilowie widzą walczących między sobą tytanów mają niszczyć je mocami. Centralny oddział, z którym walczyli miał dowódcę, który ani myślał dawać wskazówki innym, lecz zrobił szturm. Lucas wiedział, że każdy ma swego Ikara i tylko kilkunastu było zmuszonych do powrotu do amuletu, więc podczas szturmu Wojowników na łeb na szyję, on kazał, by Ikary uniosły ich do góry. I zrobili to co i wcześniej czyli wzbili się wysoko w powietrze i niczym kule bombowca niszczyli Wojowników strzałami i mocami spadając z powietrza i lądując Kocim Skokiem. Zostało dwa i pół tysiąca Wojowników lecz Lucas wpadł na inny pomysł.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sorka, że opóźnione ale dużo miałem sprawdzianów i nauki, oraz trzeba było dużo myśleć przy tym opku ale się udało. Czytajcie i komentujcie!  Dozo w następnym odcinku :D Nara! :D

20.Moc serca.

Wyspa Sutos.

Na wyspie było wielkie poruszenie. Każdy mieszkaniec zdziwił się lecącym tytanem. Niektórzy nawet chcieli go złapać. Cherit jednak sprytnie wzbił się wyżej i doleciał do zamku Grier’a.

-Czego chcesz?-zapytał tytana król wyspy, niegdyś członek organizacji Grier.

-Cała nasza drużyna została schwytana! Wojownicy Cienia!-Wykrzyczał zmęczony już podróżą Cherit.

-Dobrze. Przyleciałeś do mnie bym wam pomógł? Najpierw polecę do Wenecji, by poinformować Fundację.

W tym samym czasie. Lochy siedziby Wojowników. Morze Śródziemne.

Lok nie wiedzieć czemu był zły na narzeczoną.

-Lok nie wiem o co ci chodzi. O to, że wyjechałam? To przecież ty ze mną się pokłóciłeś.-powiedziała Sophie.

-Ale mimo to wyjechałaś i nie pomyślałaś o tym jak ja się poczułem.-odpowiedział Lok.

-Wszyscy się ode mnie odwróciliście. Przeprosiłam i Caroline i całą drużynę, a tobie nie wiem o co chodzi.

-Daj mi spokój.-zakończył Lok. Sophie szlochała. Reszta siedziała w  lochu i nie odzywała się, ponieważ nie było ratunku. Nie mogli uciec. Czekali tylko na to, kiedy nadejdzie ratunek ze strony Fundacji. Ale kiedy. Dziś? Jutro? To było stanowczo za dużo.

Siedziba Fundacji, Wenecja, Włochy.

-Nasza najlepsza drużyna schwytana? Grier nie wiem, czy jestem w stanie ci zaufać.-Zamyślił się Metz.

-Metz, wiesz że się zmieniłem. A poza tym to Cherit powiedział mi, że są schwytani. Sam nic nie zrobię.-wytłumaczył Grier.

-Dobrze. Dostaniesz kilku łowców do pomocy.-zgodził się przywódca Fundacji.

Kilka godzin później, Morze Śródziemne, Siedziba Wojowników.

Grier, Montehue, Scarlet, Den, Harris, Guggenheim i Tersly próbowali przebić się do Siedziby. Niestety, na próżno. Siedzibę chroniła powłoka magiczna przez, którą nikt nie mógł się przebić.

-Powłoka Gniewu, to oczywiste kto za tym stoi. Profesor.-powiedział Grier.

Lochy.

W lochach była kompletna cisza. Lok leżał, nie mógł usnąć, a reszta spała. Nagle poraziło go światło. Światło jasne jak słońce. Światło, z którego biło dobro. Światło, które obudziło resztę.

-Co to?-spytała Zhalia przecierając oczy.

-Czuję jakąś wielką energię. Wielka Moc jest przed nami.-oznajmiła Sophie.

-Co to? Ja nie wierzę! To nie może być prawda!-krzyczał Lok uradowany tym co widzi.

Przed nimi stał sam, Wielki Lord Casterwil.

Wszyscy uklękli.

-Wielki Panie. Władco wszystkich tytanów i Casterwilów. Co cię do nas sprowadza?-zapytała Sophie.

-Przybywam, by wam coś powiedzieć. Wojownicy wyruszyli, by opanować świat. Zapanuje w nim mrok jeśli czegoś nie zrobicie.-powiedział Wielki Casterwil, a każdy słuchał tych kilku słów z wielkim skupieniem.

-Wielki Panie mej rodziny, zrobimy wszystko czego chcesz.-oświadczyła Sophie.

-Nie wyjdziecie stąd używając zwykłych mocy. Wasi przyjaciele chcą się przebić i was uratować, niestety nie są w stanie, ponieważ wokół siedziby jest Powłoka Gniewu.-Powiedział Lord.

-Czy da się ją przebić?-spytał Lok.

- Tak. Gniew może pokonać tylko czyste serce i moc miłości. Lok, Sophie, wasza miłość jest wielka i bardzo silna. Będąc razem wiele osiągniecie.-powiedział Casterwil i znikł.

-O co mu chodziło?-zapytała Zhalia.

-Patrz tylko.-Wskazał Dante na Loka i Sophie.

-Sophie to co ostatnio się wydarzyło, ja cię za to przepraszam. Nie powinienem się tak zachowywać.-powiedział Lok i złapał Sophie za rękę.

-Lok, ja… przyjmuję przeprosiny.-powiedziała Sophie i rzuciła się w ramiona Loka.

Nagle przed siedzibą stało się coś niebywałego. Powłoka Gniewu, która wydawała się być nie do przebicia nagle zaczęła pękać. Po chwili rozkruszyła się na miliony małych kawałków. Wszyscy, którzy stali przed siedzibą ruszyli do środka. Po tym, gdy znaleźli lochy, zniszczyli je.

-To wszystko dzięki miłości tych dwojga. Casterwil powiedział, że ich miłość jest tak wielka, że jest w stanie wszystko pokonać. Powłoka Gniewu została zniszczona przez miłość.-powiedział Paolo.

-Tak ale nie ma czasu. Musimy ruszać. Casterwil wspomniał, że Wojownicy ruszyli na podbój świata. -Powiedział Dante.

Okolice wulkanu Etna.

-Jesteśmy blisko. Panie gdy tylko rozpocznie się wybuch wrzucimy do wulkanu te dwa tytany, czyli Fanatoma i Piekielnika.-powiedział Szwik.

-Tak! Gdy na świecie zapanuje mrok każdy będzie musiał nam się pokłonić!-krzyknął Suez.

CDN.

Sorki, że taki krótki ale na następnych sześć trochę rzeczy muszę zostawić. Ludzie teraz będę już regularnie robił wpisy na blogu ;) Komentujcie proszę chcę znać waszą opinię i polecajcie innym, bo przez zastoje w pisaniu straciłem czytelników proszę.  Z góry dziękuję :) Nara :)

19. Zaginieni cz.2

Wschodnia część pustyni, okolice Chartumu, Sudan.

Burza piaskowa ucichła. Zhalia, Dante, Kathrine i Cherit leżeli na piasku. Wstali i zaczęli rozmawiać.

-Dokąd iść?-spytała Zhalia

-Biorąc pod uwagę porę dnia słońce jest na zachodzie. Jeżeli będziemy iść w stronę słońca dotrzemy do Chartumu.-stwierdził Dante.

I ruszyli jak powiedział Dante na zachód, do Chartumu.

Południowa część pustyni, okolice Chartumu, Sudan.

Eathon i Paolo wstali z piasku. Zaczęli się rozglądać.

-Musimy kierować się na zachód. W stronę Sudanu. Sądzę, że Dante poprowadzi wszystkich właśnie tam.-Wymyślił Paolo.

-Tak. Ale należy pamiętać, że noce tutaj są bardzo zimne. Podczas jednej z wypraw dawno temu nauczyłem robić się zegary słoneczne. zobaczymy, która jest godzina. Jeżeli będzie późno zostaniemy tu i w wydmie wykopiemy jaskinię. Tam będzie ciepło.-odpowiedział Eathon. Znalazł patyk i kilka kamieni. Narysował kółko, a w jego środku postawił patyk.

-I co?-zapytał Paolo.

-Bierzmy się za kopanie. Jest godzina ósma, a gdy nadejdzie noc będzie zbyt zimno na podróż. Chartum jest co najmniej kilkanaście kilometrów stąd, bo nie widać go na widnokręgu.-stwierdził Eathon.

-Właśnie dlatego uważany jest pan za najlepszego łowcę Fundacji.-pochlebił Paolo.

I zaczęli kopać. Kopali rękami i butami. W końcu powstała mała jaskinia. Łowcy weszli do niej i na patykach rozniecili ogień.

Północna część pustyni, okolice Chartumu, Sudan.

Lok i Caroline po wstaniu z piasku, postanowili, że Lok poleci na Kipperinie i zobaczy, co jest w pobliżu. Zobaczył tylko pustynię, i ogień płonący na południowym-wschodzie. Wyruszyli w tę stronę, myśląc, że to reszta drużyny rozpaliła ten ogień. Wkrótce nastała noc. Zrobiło się strasznie zimno. Zaczęli biec w kierunku ognia, ale z zimna nie byli w stanie dalej biec. Lok znów wezwał Kipperina, a ten zaniósł ich do ognia. Niestety był to obóz Wojowników, którzy łatwo schwytali Caroline i Loka, którzy nie mieli siły do walki z powodu tego, że byli strasznie zmarznięci.

Wschodnia część pustyni, okolice Chartumu, Sudan.

-Robi się strasznie zimno. -powiedziała Zhalia.

-Wiem, proponuję odpalić Szybki Ogień.

-Ale ona nie jest w stanie użyć tej mocy.-skinęła na Kathrine Zhalia.

-A właśnie, że nie. Minął miesiąc, odkąd Paolo nas odnalazł i umiem już podstawowe moce i mam już dwa tytany, Wolnego Strzelca i Hoplitę od Paolo.-pochwaliła się Kathrine.

-Ale kiedy?-zapytała Zhalia.

-Przez cały ten czas Paolo szkolił mnie i Caroline.

-Aha. Dobra biegnijmy, bo robi się strasznie zimno. Cherit.-skinął na małego tytana Dante.

-Się rozumie.-powiedział Cherit i usiadł na ramieniu Dantego.

-Szybki Ogień!

Cała trójka i mały tytan pobiegli na zachód. Po dopiero godzinie dotarli do Chartumu. Jako, że nie mieli wynajętego hotelu, musieli spać w samolocie.

Następnego dnia, południowa część pustyni, okolice Chartumu, Sudan.

Eathon i Paolo wstali. Postanowili szybko ruszyć do Chartumu, póki nie brakuje im sił.Pobiegli Szybkim Ogniem. Po dwóch godzinach byli w samolocie.

-Gdzie Lok?-spytał Eathon.

-Gdzie moja siostra?-spytał Paolo.

-Nie mam pojęcia. Musimy ich szukać, ale najpierw zjedzmy coś, przygotujmy prowiant na podróż i wodę. Dopiero wtedy wyruszymy.-zarządził Dante. Po godzinie wyruszyli na wielbłądach. Dante wyjął Holotom, by zobaczy, w którą stronę iść. Na Holotomie wyświetliły się małe punkciki koloru czerwonego.

-Są około 25 kilometrów od nas. Musimy jechać na południowy-wschód. Spieszmy się, a wieczorem ich dogonimy.-stwierdził Eathon.

Pora południowa, pustynia, Sudan.

Dante otworzył Holotom i zobaczył, że są nadal 25 kilometrów od punkciku.

-Nie pasuje mi tu coś. Powinniśmy się do nich zbliżyć. Nie mogą pieszo iść tak szybko, ani używając Szybkiego Ognia.-powiedziała z przejęciem Zhalia.

-Potrzebujemy tytana, który wyleci w ich stronę z wiadomością, którą napiszemy.-stwierdził Dante. I nagle w jego głowie pojawił się jakby orli skrzek.-Skrzydlak, Wrzech potęga!-przyzwał tytana. Ukazał się piękny, dumny ptak w złotej zbroi. Dante napisał wiadomość o treści:

Lok, gdzie jesteście? Zatrzymajcie się jedziemy po was.

Dante.

Zwinął ją w rulonik i dał w szpony skrzydlakowi. Po kilku godzinach skrzydlak wrócił z wiadomością od Loka.

 Wczoraj wieczorem, gdy byliśmy zmarznięci porwali nas Wojownicy.  Jesteśmy teraz na postoju do jutra, bo dwaj strażnicy i dziesięciu Wojowników jest głodna. Macie czas do jutra. Jest ze mną Caroline.

-Ruszajmy. Jest południe, a oni 30 kilometrów od nas.-powiedziała Kathrine.

Wielbłądy ruszyły. Był wieczór, gdy byli 10 kilometrów od Wojowników. O północy byli bardzo blisko Wojowników, którzy załadowywali się na wielbłądy, albowiem wcześniej przez lunetę wypatrzyli łowców. Zaczęła się ucieczka Wojowników. Jeden z nich wpadł na pomysł, dzięki któremu udało się zgubić łowców. Oto wezwał Ciemnego Czarodzieja, który posłał wybuchowe kule magiczne, które wybuchły przed Wielbłądami i wystraszyły je. Gdy wielbłądy uspokoiły się, było już za późno, by gonić Wojowników. Rozbili obóz, a nazajutrz wrócili do Chartumu.

Dwa dni później, dom Dantego, Wenecja, Włochy.

Podczas gdy drużyna kombinowała jak odbić Loka i Caroline zjawił się wysłaniec Wojowników.

-Oddamy wam tę dwójkę w zamian za tytany ognia i Casterwilkę.-oznajmił.

-A Ark?-zapytał Paolo.

-Niepotrzebny.-odpowiedział wysłannik i znikł.

-Kurde! Dlaczego ona musiała odjechać?-zdenerwował się Paolo.

-Lecimy wszyscy do Paryża. Eathon, ty polecisz do Nowego Jorku, do naszej głównej siedziby, spotkasz się ze starymi przyjaciółmi, i sporządzisz raport o tym, co wydarzyło się na pustyni i sprawozdanie o tym, co było w Huntiku.-zarządził Dante.

I wylecieli do Paryża. Dante był pewny, że Sophie jest w bibliotece Casterwilów i tam właśnie skierował drużynę.Nie pomylił się.

-Sophie, posłuchaj. My nie chcieliśmy żebyś ty wyjechała, bo jej nie ufasz, ale że powinnaś jej zaufać.-wytłumaczył Dante.

-Przepraszam.-zwróciła się do Caroline Sophie. Caroline przyjęła przeprosiny. Dante wytłumaczyli co stało się na pustyni. Sophie zgodziła się, by wrócić z nimi.Jeszcze wieczorem wylecieli do siedziby Wojowników. Weszli do siedziby, oprócz Zhalii, która miała za pomocą maskowania ukryć się i niepostrzeżenie zaatakować Wojowników. Po wejściu przywitał ich Suez w asyście 30 Wojowników. Dante dał mu tytany, a Sophie sama poszła do Wojowników, którzy oddali im Caroline i Loka. Zhalia nagle wyskoczyła z Bazyliszkiem, ale Wyskoczyło na nią około piętnastu Wojowników i 10 tytanów, które rozprawiły się z Królem Bazyliszkiem. A obok ścian Maskowania pozbyło się kolejnych 15 Wojowników, którzy schwytali resztę drużyny.

Po godzinie Cherit wyleciał do Włoch, by poinformować Fundację o tym, że drużyna została schwytana, ponieważ Dante kazał mu lecieć do Włoch i poinformować Fundację, jeśli nie wypłyną z Morza.

CDN

Zapraszam do komentowania i zadawania pytań.