#1. Zabawa w detektywa.

-Słuchajcie, od czegoś trzeba zacząć. Dokładnie tu gdzie stoimy była „kałuża” lawy, czytam magmy nie orientuję się. Zobaczcie, nawet nie ma po niej śladu. Nie ma nawet dziury, którą lawa mogłaby utworzyć.-Paolo wygłosił swą kwestię.                                          -W wulkanie nic nie ma. Może zejdźmy głębiej.- Zaproponowała Zhalia.

-Logiczne. Sophie mogłabyś?-Dante skinął na Paolo wyciągającego Nosowierta.

-Jasne, Nowe Życie!

-Przybywaj! Nosowiert!

Tytan zaczął wiercić.

-Ostrożnie!-przestraszyła się lekko Sophie.

I wykopał w sekundę dosłownie. Spojrzeli w dół. Musieli zejść na około dwa metry. Koci skok i po wszystkim. Przed nimi rozciągał się wielki tunel. Postanowili odpalić szybki ogień. Przebiegli około 15 kilometrów, co pobudziło zdziwienie Cherita. Mogliby więcej, ale to co zobaczyli przed oczami,  zobaczyli umierających z głodu członków Organizacji, którzy zamiast siedzieć zamknięci i dostawać pokarm od Carlesa, postanowili dokopać się, do tuneli wydrążonych setki lat temu przez lawę z wulkanów, już dawno nieczynnych.

-Ratunku… Nie zabijajcie… nas.-dyszał Wailder.

-Uuu, to już wiem czemu tak tu capi!-rzuciła Zhalia z obrzydzeniem.

-Niestety ale każdy człowiek na Ziemi oddaje kał.-zaśmiał się Lok.

-Dobra uratujmy ich, kwestia kilku godzin i zginą.-Sophie naprowadziła rozmowę na poważny ton.

-Ratuj, ratuj, bo będę rzygał!-Lok nie chciał spoważnieć.

-Zabieramy was do głównej siedziby, tam dostaniecie jedzenie i picie, i oby jakieś czyste ciuchy, bo serio cuchniecie, nie zapomnijcie też o kąpieli. Jeden warunek, przysięgnijcie, że zakończycie działanie dla Organizacji. Nie macie wyboru, jeśli chcecie żyć.- Dante powiedział i za pomocą teleportacji wziął tysiące ludzi z Organizacji do Nowego Jorku i Wenecji. Reszta została, by dalej toczyć śledztwo.

-Ej, tak w ogóle to, która godzina?-spytał Paolo.

-18.-Powiedzieli wszyscy.

-O 19 spadamy.-powiedział Paolo.

-Czemu?-spytała Sophie.

-Bo nie ma dżemu, O 20:30 jest imprezka.-nadeszła odpowiedź.

-A 20 nie wystarczy?-spytała Sophie.

-A chce ci się tu cały czas siedzieć?

-W sumie racja.-odparła Casterwilka.

-Idziemy?-spytał Sophie Lok.

-No nie wiem…

-Sztywniara.-zaśmiał się Paolo.

-Ja? Nie ja tylko… eee. Nie będę chodziła na te imprezy co ty.-znalazła wymówkę.

-Nie lubisz mnie i mojego poczucia humoru?

-Od dziś mówimy na ciebie PaoLOL!-Dorzucił Lok.

-Ej, nie żeby coś, ale to chyba nie pogawędka przy piwku, tylko misja.-Zhalia przerwała pogawędkę.

-Racja.-Odparł na to Paolo.

-Chciałbym dodać, że nic tu nie ma.-Lok stwierdził to, co wiedział każdy.

-Stop! Nie sądzicie, że to zasadzka?!-Paolo rzucił zaskakując każdego.

-Czemu?-Lok zaciekawił się.

-Sycylia to wyspa, a wokół niej…-Paolo nie dokończył, bo przerwała mu Zhalia.

-Morze, Morze Śródziemne, ciekawe jak niby mieliby się przedostać na tej wysokości z Czech przez morze?-wytłumaczyła.

-A w Morzu Śródziemnym…-dorzucił Lok.

-Siedziba Wojowników. Ale oni wszyscy nie żyją.-Odezwała się Sophie.

-Może to coś gorszego.-Stwierdził Lok.

-Kiedy indziej to sprawdzimy, co z Dantem?-Spytała Zhalia, mimo, że wiedziała to, że nikt jej nie odpowie.

-Zhalia, ja i Paolo, my lecimy do Wenecji, Sophie i Cherit polecą do Carlesa, zobaczyć, czy Organizacja jest w pułapce.GO!- Lok przejął funkcję przywódcy i teleportacja przeniosła ich do Pragi i Wenecji.

Siedziba Fundacji, Wenecja, Włochy.

Trójka łowców weszła do siedziby.

-Co was tu sprowadza?-spytał Saimon, który dużo schudł, i wyglądał jak dawniej.

-Saimon, czy Dante tu był?-spytał Lok.

-Nie, a co się stało?-spytał Saimon, który przeniósł główną siedzibę do Wenecji.

Lok wytłumaczył sytuację jak najszybciej.

-Zostańcie tu, może coś wymyślicie, ja lecę do Nowego Jorku. Może Dante tam jest.-Powiedział Paolo i znikł w mgnieniu oka. Sekundkę później Sophie wróciła z względnie dobrą wiadomością, mianowicie, że Organizacja jest gdzie jest.

-Podobno został Wailder i 16 garniturów, reszta popełniła samobójstwo.-poinformowała.

-I pomyśleć, że to kiedyś byli moi ludzie.-rzucił Profesor.

Paolo wrócił.

-Nie ma go .-oznajmił.

-Sophie, znasz zaklęcie Wykrywacz Śladów Magii?-spytał Saimon.

-Słyszałem o nim kiedyś. Dobry pomysł.-powiedziała Sophie.

-Wykrywacz śladów? No spoko, zabawa w detektywa.-rzucił Paolo.

-Nie ciekawe. Sophie, powróć z Cheritem do tego tunelu i idźcie dalej śladem. Reszta lecicie najpierw do Czech i sprawdzacie podziemne połączenie. Za pomocą Holotomu, będziecie dążyć do wulkanu, być może natkniecie się na coś ciekawego, jeżeli połączenie skończy się nad Morzem pędźcie do Sophie i Cherita.

-Mam prośbę, to mega dużo drogi, cała noc i dzień zlecą. Na szybkim ogniu, więc mógłbyś dać nam skutery?.-poprosił Lok.

-Skutery? Skutery?! Popierniczyło cię?- tu potrzebny ścigacz.

-Mamy jednego.-odparł Saimon.

-Ja prowadzę!-wyrwał się Paolo.

-Ooo nie no to ja idę z Sophie.-oznajmiła Zhalia.

-To ja chce z chłopakami!-powiedział Cherit.

-Dobra.-nie traćcie czasu!-powiedział Saimon.

Pod wulkanem, Sycylia, Włochy.

-O co chodzi z tym zaklęciem?-spytała Zhalia.

-To jedno z wielu zaklęć Casterwilów. Polega na odnalezieniu śladów po magii i działa dwie godziny.-wytłumaczyła.

-No to let’s go.

Sophie użyła zaklęcia. Sophie szła widząc ślad. Szły, szły i szły. W końcu Zhalia zdenerwowała się z powodu wolnego poruszania się i odpaliły szybki ogień, i tak przez 2  godziny (z przerwami oczywiście na jedzenie kanapek i picie wody. W końcu czas się skończył, a przed nimi dwie drogi, nierozsądnie byłoby się rozłączać, więc zadzwoniły do Loka.

W tym samym czasie pod ziemią.

Lok i Paolo jechali i jechali i jechali dochodzili do 220km/h, zmieniali się w prowadzeniu mechanicznej bestii marki Honda. nic nie było widać, prócz ścian tuneli. W końcu zadzwoniła Zhalia.

-Lok gdzie jesteście?

-Gdzieś pod Austrią.

-Kurcze, my z Sophie idziemy spać. Nara.

-Paolo nie ma czasu. Mam pomysł. Użyjmy na tym motocyklu Szybkiego Ognia. Wlej benzynę, którą ze sobą wziąłeś i pędzimy.

Loka pomysł był dobry , po 6 godzinach dotarli przed Morze Śródziemne, ale to co tam zauważyli było zaskakujące. Pod Morzem zjechali jeszcze w dół, ponieważ okazało się, że tunel rozciągał się pod wodą. I jechali dalej, po pięciu godzinach dotarli do celu. Dzięki Szybkim Ogniu pędzili szybciej niż Bugatti Veyron co wydaje się być niewykonalne. Obudzili Zhalię i Sophie po czym zostawili Hondę, która po kilku zderzeniach z głazami, nie miała szans jechać. Szybki ogień i po godzinie zatrzymali się. Otóż Sophie zauważyła coś niepokojącego. Tunel zmierzał do góry, i powoli zaczął biec na dnie Morza. Stanęli przed czymś zaskakującym. Tunel prowadził do siedziby Wojowników. Był to tunel tajny. Weszli do siedziby, ale to co się działo w jednym pomieszczeniu wstrząsnęło każdym. Zobaczyli Shaunę i Winda, mających Dantego.

C.d.n.

Pierwsze opko drugiej serii już jest ! ;)

Prolog

Dom Dantego, Wenecja, Włochy.

Drużyna ogląda wiadomości. Jest tydzień po wielkiej bitwie.

-Drodzy widzowie. W okolicach wulkanu Etna znaleziono wielką ilość martwych ciał w zbrojach. Naukowcy podejrzewają, że są to szczątki ze średniowiecza. Inni zaś mówią, że ciała są zbyt „świeże”, jak na zwłoki ze średniowiecza. Co więc się stało? Obie wersje zaprzeczają sobie. Świeże zwłoki w tym czasie pochodzące ze średniowiecza? Ludzie polegli w zbrojach w tych czasach? Ta zagadka będzie nas dręczyła. Mówiła dla państwa Roberta Bonitta.

-Haha. Co za głupi ludzie!-śmiał się z dziennikarzy i naukowców Lok.

-Coś tu nie pasuje. Przecież zostawiliśmy ciała, by zostały spalone w lawie. Tymczasem nic nie słychać o wybuchu. Ja sam widziałem lawę, a Lok w niej zginął. Podejrzane, nie sądzicie?-zauważył Paolo.

-Może to wszystko nam się wydawało?-wtrąciła Zhalia.

-Nie. To niemożliwe. Zauważ, że oni znaleźli ciała, a Metz nie żyje.-odpowiedział Dante.

-Tak. Musimy to zbadać.-dodał Lok kończąc rozmowę.

Okolice wulkanu, Włochy.

W nocy drużyna pojawiła się w ukryciu niedaleko wulkanu. Obok wulkanu czatowali naukowcy i ich ochrona. Nijak było przedostać się do wulkanu.

-Co robimy Dante?-spytała Zhalia.

-Po zabiciu Szwika został mi jeden prezent. Mianowicie jeden tytan. Nosowiert!-Paolo przyzwał tytana. Objawił im się tytan z nosem w kształcie wiertła. Był on średni. Dostał polecenie dokopać się do wnętrza wulkanu. Gdy już to się udało drużyna weszła do wulkanu wykopanym tunelem, a tytan powrócił do amuletu.

-Nawet ślepy, by to zauważył… Tu nie ma śladów po wybuchu.-stwierdziła Sophie.

-Tak, ale jeśli to ma dopiero nadejść, minęło mało czasu, może to była zwykła cisza przed burzą?-dorzucił Dante.

-Słuchaj, jeśli miałoby wybuchnąć, to już by to się stało. Czuję, że będzie zabawa… Zaczynamy nową misję. Coś tu śmierdzi, i to mocno.

Cdn.

Łapajcie prolog serii 3, nie było 3 komentów ale to nic :D Pierwszy odcinek już niedługo !

23. Porażka? Czy to możliwe?, czyli zwycięstwo czy porażka.

Wulkan Etna, Włochy.

Amulety wzniosły się do góry i zaczęły opadać wprost do krateru. W krytycznej sytuacji Paolo wraz z Zhalią zachowali zimną krew. Paolo chwycił Zhalię za nogę i wyrzucił ją w kierunku amuletów, a ona w momencie wyrzutu użyła hiper-skoku i złapała w ostatniej chwili amulety. Lądując zaczęła turlać się po wulkanie, a Suez używając Pustki trafił ją. Ona zaś wypuściła z rąk amulety. Suez zaczął ścigać się z Paolo. Paolo był szybszy, jednak Suez bez honoru zaatakował Pustką w plecy Paolo. Dobiegł do amuletów i zaczął dyszeć. Usiadł i zaczął odpoczywać.

W tym samym czasie, pole bitwy.

Z trwającej nieustannie bitwy zostało półtora tysiąca Wojowników i atu Casterwilów z Dante, Lokiem, Sophie, Montehue, Grierem oraz Metzem. Reszta czyli panie oraz Eathon schowali się z braku sił. Nagle Metz zrobił coś wbrew planu. Popędził na Wojowników myśląc, że w planie jest szturm na nich. W pędzie zatrzymał go jeden z Wojowników wbijając mu sztylet w prawą część tułowia, dobił go sztyletem uderzając w serca. Profesor, który obserwował to z dalszej odległości wszystko widział. I nagle coś chwyciło go za serce. Poczuł ogromną złość, poczuł ogromną złość i do siebie i do Wojowników, a szczególnie do tego, który zabił jego przyjaciela. Przyjaciela, z którym spędził tyle lat. Przeżył tyle przygód. Przeżywał dobre chwile, jak i złe. Jego dobroć, która kryła się w sercu nagle przebudziła się, pokonała złą moc, dała mu siłę. Musiał pomścić przyjaciela. Przeskoczył Wojowników i stanął u boku Dantego. Dante również poczuł złość na Wojowników i rozpacz. Jego mentor, dla którego zrobiłby wszystko. Dzięki niemu miał całe doświadczenie, to on od dziecka uczył go bycia łowcą, ale i był jego przyjacielem. Gdy zobaczył, że Profesor przeszedł na ich stronę zrozumiał, że i on stracił przyjaciela. Jakkolwiek by to brzmiało poczuł między sobą a Profesorem pewną więź. Obaj poczuli wielką moc. Poczuli w sobie wielką siłę. To była moc większa niż te, które dotąd czuli. Właśnie to była moc słońca.Obaj ruszyli na Wojowników, wykrzesali z siebie wielką moc. Rozpoczęła się Bitwa, podczas której Lok popędził odebrać tytany Suezowi. Ten wgramolił się na wulkan i wrzucił je do krateru. Lok za pomocą Szybkiego Ognia dobiegł do krateru i rzucił się do płonącej lawy. Zdążył jeszcze przenoszeniem wyrzucić je z krateru jak najdalej od Sueza, ale sam zginął. Wielki Łowca zginął ratując świat od Ciemności. Wszyscy prędko to zobaczyli. Sophie pogrążyła się w rozpaczy razem z Eathonem. Każdy Casterwil i łowca Fundacji był smutny. Szczególnie Dante, Zhalia i Cherit. Oni jednak walczyli dalej, a Sophie i Eathon odeszli od pola walki, ponieważ nie mieli sił, by walczyć. Amulety zaś padły łupem Paolo, który w porę się ocknął. Suez, który był wściekły, że znowu się nie udało podbiegł do Paolo. Rzucił mu wyzwanie. Stanęli naprzeciwko siebie z zaciśniętymi pięściami. Paolo zaczął biec. Suez w ostatniej chwili wyciągnął nogę, na którą wbiec miał rozpędzony Paolo. Ten jednak wyskoczył w górą i opadając chciał uderzyć nogą w korpus rywala. Suez jednak zablokował cios pięścią. Teraz to dowódca Wojowników zaatakował. Jednak używając Smoczej Pięści Paolo uderzył rywala w brzuch i dopełnił formalności Pustką. Suez nie żył. Paolo postanowił, że pomoże Zhalii się ocknąć i pójdzie do Eathona i Sophie, by tam odzyskać siły i pomóc innym w walce. Dante i Profesor swoją szarżą z innymi zabili stu Wojowników. Nagle stała się rzecz niesłychana. Z nieba zaczęło zbliżać się światło. Światło oślepiające, tętniące życiem. Wreszcie osiadło na ziemi, a z światła wyszedł Lok, obdarzony Mocą słońca.

-Lok swoim poświęceniem uzyskał Moc słońca od Casterwila. Tylko nielicznym to się udaje.-powiedział Paolo wybiegając z schronienia z Eathonem, Zhalią i Sophie.

-A czarodzieje?-spytała Sophie.

-To tak na prawdę ściema, którą wymyśliłem, by pomóc mojej siostrze i Kathrine.-przyznał się Paolo.

-Tak czy inaczej Moc słońca daje duże możliwości, na przykład wezwania kilku tytanów naraz.-powiedział Lok.

-Legendarny tytanie Pierzasty Wężu, legendarny tytanie Pendragonie!

-Tao, Araknosie, Behemocie, Ark przybywajcie!-wezwał tytany Profesor.

-Skąd ty je masz?-spytał Dante.

-Nie pytaj.

-Umbro, Cienisty Jaguarze!

-Legendarny tytanie Feniksie!

-Królu Bazyliszku!

-Fanatomie!

-Wilczurze!

-Jerycho!

-Vigilante!

Widok jaki teraz nastąpił był wręcz niesamowity. Wielkie tytany, najmocniejsze na świecie kontra ponad tysięczna armia Wojowników. Tytany mniejsze, jak Vigilante, Wilczur i Fanatom popędziły w sam środek armii Wojowników. Łowcy wcale nie brali udziału w walce. Duże tytany i legendarne atakowały z powietrza i z ziemi. Ogniem i pajęczynami. Kulami mocy i pięściami. Rozszarpywały, biły, niszczyły. Po dwudziestu minutach po Wojownikach zostały tylko ciała, które zaraz będą zimne i zaczną się rozkładać i krew. Na wulkanie zostały martwe ciała trzech najsilniejszych Wojowników. Wszyscy z Fundacji wiwatowali. Później przyszedł czas na składanie hołdu zmarłym. Zginęło dziewięciuset Casterwilów.To 1/4 wszystkich Casterwilów na świecie. Zginął Tersly, po którego śmierci łzy uronił nawet twardy Montehue. Zginął Metz. Wkrótce przyleciały samoloty, które zabrały martwe ciała.

Epilog

Ciała Casterwilów pochowano na nowym cmentarzu Casterwilów we Francji. Ciało Metza zostało przewiezione do Stanów Zjednoczonych, do głównej siedziby Fundacji. Montehue zrobił pogrzeb Terslyemu we Włoszech.

Dowódcą Fundacji został Profesor, ale jako że zrzucił kilkanaście kilogramów i znów zaczął wyglądać jak za młodu, tylko że ze zmarszczkami postanowił być nadal czynnym łowcą i działać razem z Eathonem i jego żoną, która postanowiła, że dalej będzie łowczynią.

Koniec.

 

Teraz kilka słów ode mnie.

Koniec serii, dlatego zrobię sobie około tygodnia przerwy. Jeśli chcecie mogę zrobić serię pytań do mnie, którą nazwę QBA ( Pytania Bartek Odpowiedzi) W której możecie zadawać mi pytania. To pierwsza propozycja. Jeśli chcecie mogę zrobić jakiś konkurs z nagrodami typu napisania jakiegoś opka do Innych Opowiadań i wymyślenia czegoś do następnej serii. Piszcie w komentarzach jak podobała się seria i co myślicie na temat QBA i konkursu, czy w ogóle to zrobić. Czekam na komenty! Piszcie co mogę zmienić i czy chcecie wyżej wymienione rzeczy na blogu! Piszcie komentarze pod tym odcinkiem jak najszybciej!

22.Bitwy ciąg dalszy.

Okolice wulkanu.

Bitwa trwała oczywiście w najlepsze. Już około godziny obydwie strony walczyły ze sobą. Lucas zawołał do Loka.

-Poradzisz sobie?

-Co kombinujesz?-spytał Lok, który miał krótką przerwę w walce, ponieważ nikt go nie atakował.

Lucas odpowiedział skinieniem głowy na stronę Montehue.

-Zhalia! Maska, teraz!-krzyknął Dante orientując się na co wpadł Lucas. On i Sophie podeszli do oddziału Loka, by go wspomóc. Zhalia użyła maskowania. Lucas natomiast zasugerował odwrót, a oddział Loka pojawił się na wschodzie odcinając Wojownikom drogę na południowy wschód, gdzie udał się Lucas, oraz maskująca się Zhalia. Po takim przegrupowaniu Wojownicy musieli się odpowiednio ustawić. I to wykorzystał oddział prowadzony przez Loka, który zwarty w jedną całość ruszył na Wojowników miał duże szanse. Musiał on pokonać około cztery i pół tysiąca Wojowników. Ale to nie było ich celem. Celem było dostanie się do Sueza i Szwika. Jednak Zhalia sama nie da rady ich pokonać. Zrobiłby to Lucas, ale on sam musi ją osłaniać. Szturm Lucasa na Południe był tym, co mogło ustawić losy bitwy. Lucas w swoim planie dodał jeden bardzo ważny ruch. Ukrył Ikary, a szturm miał tylko dać im czas na przelecenie nad Wojownikami. Gdy już to się stało Lucas zasugerował odwrót, a Wojownicy, którzy byli pewni swego ruszyli za nimi. Ikary bez względu to wykorzystały i pozabijały aż 950 Wojowników swym atakiem z zaskoczenia. Plan Lucasa był genialny. Ikary wycieńczone walką wróciły do amuletów, a Lucas wraz ze swoim oddziałem ruszył na Wojowników. Nikt nie spodziewał się tego, że to młody Casterwil będzie postacią kluczową w bitwie. Ale to jeszcze nie koniec. Podczas, gdy Casterwilowie walczyli z Wojownikami, Lucas popędził, by wspomóc Zhalię. Zauważył to jednak Gultard. Popędził i odciął mu drogę do wulkanu.

-Stań ze mną do walki. Najsilniejszy z Casterwilów, kontra ja, najsilniejszy z Wojowników. Jeden na jednego, bez tytanów!-wyzwał Lucasa na pojedynek Gultard.

-Dobrze! Ty i ja.-Lucas zgodził się, ponieważ honor nie pozwolił mu uciec. Był pewny siebie. Stanęli od siebie na około 10 metrów. Gultard i Lucas w jednym momencie ruszyli na siebie. Lucas wykonał skok do góry będąc bardzo blisko rywala i kopnął go w głowę. Niecelnie. Wylądował parę metrów od Gultarda, który bez wahania wystrzelił Klątwę Śmierci. Lucas zablokował to gardą honoru. Wiedział, że w końcu jego rywal się zmęczy, więc nie chciał samemu atakować. Blokował się Gardą Honoru. W końcu nadszedł czas, gdy zobaczył, że rywala włosy są mokre. Teraz ruszył do ataku. Nagle podbiegł do niego i pięścią uderzył w brzuch.Siła uderzenia oddaliła rywala od Lucasa o pięć metrów. Ten nieco skulony chciał przezwyciężyć ból. Wystrzelił Klątwę śmierci, która spotkała się z Ognistym Językiem Lucasa. Jego rywal słabł z każdą sekundą. Lucas postanowił puścić zaklęcie i wyskoczyć Hiper-skokiem zaklęcie Gultarda, które miało trafić Lucasa zderzyło się ze skałą, która stała nieopodal.Lucas skierował swój skok ku Gultardowi i kopnięciem w brzuch wywołał olbrzymi ból rywala, który położył się na Ziemi.

-Walka o śmierć i życie? Przegrałeś ją. Ognisty Język!-Lucas dopełnił formalności i zabił rywala mocą uderzoną prosto w głowę. Gultard po kilku minutach stracił życie.

W tym czasie Zhalia weszła na szczyt wulkanu. Lucas po pokonaniu Gultarda osłaniał Zhalię, ale nie miał od czego, ponieważ nikt jej nie widział. Paolo zobaczył, że droga do wulkanu jest wolna i popędził tam, wcześniej dyskretnie używając maskowania. Lucas postanowił, żeby Dante dał mu prowadzenie bitwy. Miał już swój plan na bitwę. Rozkazał Ludziom, którzy zostali, by przegrupowali się, i żeby czterystu walczyło, a stu, by osłaniali wulkan. Na czele obrony była Sophie, a Dante, Lucas, Montehue i Lok prowadzili atak. Paolo skradał się przed Szwika. Tytany miał jednak Suez, jednak Paolo widział Zhalię, która maskowała się. Lucas natomiast widział Paolo, dlatego sam nie poszedł w kierunku Sueza i Szwika. Paolo wreszcie odważył się i przestał używać maskowania. Nóż, który trzymał dłoni zatopił się w żołądku stratega Wojowników. Suez zorientował się, że ktoś może zaatakować go od tyłu. Zhalia zaatakowała go ale ten odskoczył. Suez spojrzał w krater wulkanu. Jeszcze chwila. Uciekał przed przeciwnikami z Fundacji używał Hiper-skoku, byle by tylko przeczekać, aż w końcu pojawi się lawa.

W tym samym czasie, pole bitwy przed wulkanem.

-Metz co ty tu robisz?-spytał Dante swego mentora, który przeszedł do ofensywy.

-Jestem w Fundacji od lat. Nie może mnie zabraknąć w takiej bitwie.-nadeszła odpowiedź.

Nagle pojawił się Profesor. Nakazał swym ludziom, aby utworzyli jakąś dziwną formację. Ta formacja popędziła na Fundaję i Casterwilów z nożami, a oczywiście im uciekli. W ten sposób odzyskali wulkan.

Na wulkanie.

-Już czas.-Suez powiedział, gdy zobaczył w wulkanie lawę. Paolo to usłyszał. Zhalia mrugnęła do niego. Suez wyrzucił tytany do wulkanu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sorki, że takie krótkie, ale w następnym odcinku będzie więcej. Sądzę, że będzie to opko ciut długawe, więc wyjdzie w następnym tygodniu. Nara :D No i komentujcie oczywiście :)