#2. Uratować Dantego.

-Proponuję szybką burzę mózgów.-powiedziała Sophie.

-Burzę?! Burzę?! Lecimy tam i na spontanie musimy uwolnić Dantego!-Rzuciła Zhalia.

-Ja za! Dowiemy się o co chodzi w praniu. Nie możemy tu czekać aż coś mu zrobią.-zgodził się Lok.

-Ja też za.-dorzucił Paolo.

-I ja. Zgodził się Cherit.

-Ja również, mój brat też się przyda, chodź Harrison!-krzyknął przebywający w Wenecji Den.

-Dzięki.-podziękowała ZHalia.

-Let’s go!

-Zaraz, już skończył się limit na teleportę.-zauważył Paolo.

-Macie jakieś dwa ścigacze?-zapytał Lok.

-Na podjeździe, tylko proszę nie zniszczcie ich.-oznajmił Simon.

-Nas jest czworo, Den i Harrison, A ścigaczy więcej niż dwóch nie ma.-zauważył Lok.

-Ja wezmę Zhalię i Harrisona, weź Cherita i resztę ze sobą-odpowiedział Paolo.

-Waga dopuszczalna, Paolo.-rzucił Den.

-Samolot, to jedyne co zostaje.-wpadła na pomysł Zhalia.

-Dobra, dziewczyny, prędko na lotnisko, Cherit leć z nimi, Den, pojedziesz z Paolo, Harrison  wskakuj do mnie i go!-zarządził Lok.

-My ich przytrzymamy, wy macie element zaskoczenia. Będziemy w kontakcie.-zakończył Paolo i ruszyli, w trakcie jazdy ustalili, że grupka na ścigaczach będzie 25 minut wcześniej. W końcu dojechali. Bez ceregieli weszli do siedziby.

-Póki nie ma dziewczyn gramy na zwłokę. Dante jest w lochach.-Powiedział Lok.

Weszli do pomieszczenia, gdzie siedzieli niegdyś najwięksi łowcy Spirali.

-Czego chcecie głupcy!?-krzyknęła Shauna.

-Przyszliśmy po kogoś.-odpowiedział bezczelnie Lok.

I zaczęła się walka, do Loka naskoczył Rassimov.

-Marzyłem o walce z tobą, synu Eathona.-powiedział Rassimov.

-Marzenia się spełniają, sądzę, że masz jeszcze jedno, i spełnię je, skopię ci ten twój wredny tyłek.-rzucił ripostą Lok.

Rassimov zdenerwował się i zaczął ostro atakować Loka. Ataki były jednak nader przewidywalne, a Lok blokował je ze stoickim spokojem. W końcu przyszedł czas na zakończenie obrony, Rassimov już trochę zmęczony, Lok zaczyna atakować. Wyskoczył i uderzył nogą, Rassimov to zablokował, ale nadszedł drugi cios, jeszcze przed lądowaniem, w brzuch. Lok zakończył to ciosem pod szczękę, tak zwany knock-out.

Teraz o tym co było z innymi.

Naprzeciw Harrisona stanął Tantras.

-Witaj Harrison, chcesz do nas wrócić? Jeszcze czas, Harrison, nie pamiętasz?! Dałem ci siłę!-przekonywał Tantras.

-Okrucieństwo, którego musiałem się pozbyć.-odpowiedział Harrison.-Zawalcz ze mną, pokażę ci, że jestem od ciebie lepszy, starcu.

-Walcz zdradziecki, głupi szczeniaku.

Harrison nie dał się namawiać. Podbiegł do Tantrasa, a ten uderzył swoją laską. Harrison złapał to swoją pięścią i rozłamał. Obydwaj przybrali pozycje bojowe. Harrison zaatakował, a Tantraz zadał cios w brzuch. Harrison jednak nie mazgaił się, a uderzył pięścią, Tantras przyjął cios na rękę. Tantras podbiegł do Harrisona i uderzył z piąstki. Harrison odparł atak. Walczyli zacięcie.

W tym czasie na Paolo skoczył Wind, wiedząc, że ma większą siłę.Spróbował zadać kopniaka, ale krzyżując ręce Paolo odparł atak. Wind rzucił Klątwą Śmierci, ale Paolo uskoczył. Wind podbiegł i chciał uderzyć pięścią, ale Paolo Smoczą Pięśćią odrzucił go, dając sobie chwilę wytchnienia.

-Coś ty taki małomówny?-zażartował Paolo.

Wind użył ulubionego zaklęcia, uderzył w ziemię, Paolo natomiast wyskoczył w górę i wymierzył w kucającego Winda Pustką. Wind rozwścieczony wstał podbiegł do Paolo, markując uderzenie złapał Paolo za szyję i wyrzucił go w ścianę. Paolo stracił przytomność.

W tym czasie Den stawiał czoła Shaunie.

-Nowa Furia!

-Proroctwo!

Shauna atakowała w zabójczym tempie, ale Den wszystko przewidywał, w końcu skoczył do tyłu, potem do przodu, zrobił salto i wymierzył w Shaunę Ostrym Mrozem, ta padła bezwładnie.

Wind zaczął się wybudzać. Wezwał swojego ulubionego tytana. Tantras zrozumiał o co chodzi i wezwał Demonicznego Króla i Walempyra.

-Wreszcie śmieci po tym idiocie Kielu się przydadzą.-powiedział Tantras.

-Czemu nie atakują?-zapytał Paolo.

-Osłaniają Winda! Chcą nas uziemić!-zrozumiał Den.

-Lok, biegnij, Den pomóż Harrisonowi, Lok, odwrócę ich uwagę.-krzyknął Paolo.

Paolo za pomocą Hiper-skoku wskoczył na głowę tytana Winda. Ten rozbujał głowę, Paolo sprytnie zeskoczył, tytan próbował uderzyć ogonem, ale Paolo uniknął ciosu, a ogon uderzył w Walempyra, który wrócił do amuletu.

-Smocza pięść!- uderzył w tytana, a ten rozjuszony uderzył w Demonicznego Króla. Tytany na chwilę rozproszyły się. Lok pobiegł do Winda.

Harrison toczył walkę z Tatrasem.Podczas gdy Tantras wystrzelił Falą Ostrzy Den zaatakował od tyłu Pustką. Harrison padł, tak samo jak Tantras.

-Paolo!-krzyknął Den.

-Pilnuj ich, poradzę sobie! Rozgrzej atmosferę, Piekielniku!

-Piekielniku aktywuj kule ognia!-nakazał Paolo. Tytan wystrzelił ognistymi kulami w tytana Winda. Ten jeszcze bardziej się skołował.

-Teraz! Pokaż swoją siłę, Fanatomie!

Fanatom wyskoczył na olbrzyma z mieczem, a Paolo z nim używając Hiper-skoku.

-Smocza pięść!-uderzenie Paolo i Fanatoma wykończyło tytana.

-Fanatomie, użyj mi swojej wszechpotężnej mocy, Piekielniku, zajmij go-nakazał tytanom.-Podwójna moc, Ostry Mróz!-uderzył w tytana Paolo.

-Brawo, Pao… AAA!-krzyknął Den, którego od tyłu zaatakował Rassimov.

-Teraz, wirujące płomienie!-zarządził tytanowi Paolo, a Demoniczny Król padł.

-Nie masz ze mną szans głupcze.-powiedział Rassimov.

-Wiem, ale i tak z tobą zawalczę!

Tymczasem w tunelu, tam gdzie zostały ścigacze.

-Siemka Wind. Widzę, że nas pokochaliście, skoro chcecie byśmy zostali. Jeden Ścigacz zniszczony? Podzielisz jego los!

Wind uderzył w ziemię, używając ulubionej mocy. Lok jednak uskoczył i uderzył w rywala Pustką. Wind za pomocą Ciemnej Osłony obronił się. Wind zaczął szarżować na Loka, a młody Lambert wyskoczył w powietrze w ostatniej chwili. Z góry uderzył w rywala pustką, trafił w głowę, Wind padł jak rażony piorunem. Lok  postanowił wyrzucić go do sali gdzie panowała bitwa, by Wind nie mógł zniszczyć ostatniego motocykla. Gdy Lok zobaczył broniącego się Paolo od Rassimova od razu skoczył, by pomóc słabszemu Paolo. Wyskoczył w powietrze i chciał zaatakować nogą, ale Rassimov to zablokował, uderzył w Paolo Klątwą Śmierci. Odesłaniem obronił się przed atakującym Piekielnikiem. Lok jednak wykorzystał to i kopniakiem w plecy osłabił Rassimova i wykończył go Pustką.

-Jesteśmy! Mamy Dantego! Pora się zabierać!-krzyknęła Sophie.

-Nie tak szybko!-krzyknęła Shauna.

-Lok, Zhalia weźcie Dena i Harrisona, odwrócę ich uwagę. Spotkamy się w domu Dantego.-powiedział Paolo.

Zhalia i Lok pobiegli po braci. Loka zarzucił na barki Dena, a Zhalia Harrisona. Cherit dodał im mocy i ruszyli do wyjścia. Shauna pobiegła za nimi ale Paolo ją dogonił i wystrzelił Pustką. Zaczął atakować, ale Shauna się broniła. Zauważył, że inni Spiralowcy wybudzają się, więc wezwał Hoplitę i Wolnego strzelca, by zająć Shaunę.

-Jesteście w samolocie?-połączył się z Zhalią.

-Tak.-nadeszła odpowiedź.

-Wolny Strzelcu, Hoplito, osłaniajcie mnie! Szybki Ogień!-Paolo ruszył do motocykla. Podczas biegu obaj tytani zostali pokonani. Shauna popędziła za Paolo ale było za późno.

-Papa!-krzyknął Paolo i wsiadł na motocykl. Odjeżdżając uniósł dłoń w geście pożegnania.

C.d.n.

22.Bitwy ciąg dalszy.

Okolice wulkanu.

Bitwa trwała oczywiście w najlepsze. Już około godziny obydwie strony walczyły ze sobą. Lucas zawołał do Loka.

-Poradzisz sobie?

-Co kombinujesz?-spytał Lok, który miał krótką przerwę w walce, ponieważ nikt go nie atakował.

Lucas odpowiedział skinieniem głowy na stronę Montehue.

-Zhalia! Maska, teraz!-krzyknął Dante orientując się na co wpadł Lucas. On i Sophie podeszli do oddziału Loka, by go wspomóc. Zhalia użyła maskowania. Lucas natomiast zasugerował odwrót, a oddział Loka pojawił się na wschodzie odcinając Wojownikom drogę na południowy wschód, gdzie udał się Lucas, oraz maskująca się Zhalia. Po takim przegrupowaniu Wojownicy musieli się odpowiednio ustawić. I to wykorzystał oddział prowadzony przez Loka, który zwarty w jedną całość ruszył na Wojowników miał duże szanse. Musiał on pokonać około cztery i pół tysiąca Wojowników. Ale to nie było ich celem. Celem było dostanie się do Sueza i Szwika. Jednak Zhalia sama nie da rady ich pokonać. Zrobiłby to Lucas, ale on sam musi ją osłaniać. Szturm Lucasa na Południe był tym, co mogło ustawić losy bitwy. Lucas w swoim planie dodał jeden bardzo ważny ruch. Ukrył Ikary, a szturm miał tylko dać im czas na przelecenie nad Wojownikami. Gdy już to się stało Lucas zasugerował odwrót, a Wojownicy, którzy byli pewni swego ruszyli za nimi. Ikary bez względu to wykorzystały i pozabijały aż 950 Wojowników swym atakiem z zaskoczenia. Plan Lucasa był genialny. Ikary wycieńczone walką wróciły do amuletów, a Lucas wraz ze swoim oddziałem ruszył na Wojowników. Nikt nie spodziewał się tego, że to młody Casterwil będzie postacią kluczową w bitwie. Ale to jeszcze nie koniec. Podczas, gdy Casterwilowie walczyli z Wojownikami, Lucas popędził, by wspomóc Zhalię. Zauważył to jednak Gultard. Popędził i odciął mu drogę do wulkanu.

-Stań ze mną do walki. Najsilniejszy z Casterwilów, kontra ja, najsilniejszy z Wojowników. Jeden na jednego, bez tytanów!-wyzwał Lucasa na pojedynek Gultard.

-Dobrze! Ty i ja.-Lucas zgodził się, ponieważ honor nie pozwolił mu uciec. Był pewny siebie. Stanęli od siebie na około 10 metrów. Gultard i Lucas w jednym momencie ruszyli na siebie. Lucas wykonał skok do góry będąc bardzo blisko rywala i kopnął go w głowę. Niecelnie. Wylądował parę metrów od Gultarda, który bez wahania wystrzelił Klątwę Śmierci. Lucas zablokował to gardą honoru. Wiedział, że w końcu jego rywal się zmęczy, więc nie chciał samemu atakować. Blokował się Gardą Honoru. W końcu nadszedł czas, gdy zobaczył, że rywala włosy są mokre. Teraz ruszył do ataku. Nagle podbiegł do niego i pięścią uderzył w brzuch.Siła uderzenia oddaliła rywala od Lucasa o pięć metrów. Ten nieco skulony chciał przezwyciężyć ból. Wystrzelił Klątwę śmierci, która spotkała się z Ognistym Językiem Lucasa. Jego rywal słabł z każdą sekundą. Lucas postanowił puścić zaklęcie i wyskoczyć Hiper-skokiem zaklęcie Gultarda, które miało trafić Lucasa zderzyło się ze skałą, która stała nieopodal.Lucas skierował swój skok ku Gultardowi i kopnięciem w brzuch wywołał olbrzymi ból rywala, który położył się na Ziemi.

-Walka o śmierć i życie? Przegrałeś ją. Ognisty Język!-Lucas dopełnił formalności i zabił rywala mocą uderzoną prosto w głowę. Gultard po kilku minutach stracił życie.

W tym czasie Zhalia weszła na szczyt wulkanu. Lucas po pokonaniu Gultarda osłaniał Zhalię, ale nie miał od czego, ponieważ nikt jej nie widział. Paolo zobaczył, że droga do wulkanu jest wolna i popędził tam, wcześniej dyskretnie używając maskowania. Lucas postanowił, żeby Dante dał mu prowadzenie bitwy. Miał już swój plan na bitwę. Rozkazał Ludziom, którzy zostali, by przegrupowali się, i żeby czterystu walczyło, a stu, by osłaniali wulkan. Na czele obrony była Sophie, a Dante, Lucas, Montehue i Lok prowadzili atak. Paolo skradał się przed Szwika. Tytany miał jednak Suez, jednak Paolo widział Zhalię, która maskowała się. Lucas natomiast widział Paolo, dlatego sam nie poszedł w kierunku Sueza i Szwika. Paolo wreszcie odważył się i przestał używać maskowania. Nóż, który trzymał dłoni zatopił się w żołądku stratega Wojowników. Suez zorientował się, że ktoś może zaatakować go od tyłu. Zhalia zaatakowała go ale ten odskoczył. Suez spojrzał w krater wulkanu. Jeszcze chwila. Uciekał przed przeciwnikami z Fundacji używał Hiper-skoku, byle by tylko przeczekać, aż w końcu pojawi się lawa.

W tym samym czasie, pole bitwy przed wulkanem.

-Metz co ty tu robisz?-spytał Dante swego mentora, który przeszedł do ofensywy.

-Jestem w Fundacji od lat. Nie może mnie zabraknąć w takiej bitwie.-nadeszła odpowiedź.

Nagle pojawił się Profesor. Nakazał swym ludziom, aby utworzyli jakąś dziwną formację. Ta formacja popędziła na Fundaję i Casterwilów z nożami, a oczywiście im uciekli. W ten sposób odzyskali wulkan.

Na wulkanie.

-Już czas.-Suez powiedział, gdy zobaczył w wulkanie lawę. Paolo to usłyszał. Zhalia mrugnęła do niego. Suez wyrzucił tytany do wulkanu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sorki, że takie krótkie, ale w następnym odcinku będzie więcej. Sądzę, że będzie to opko ciut długawe, więc wyjdzie w następnym tygodniu. Nara :D No i komentujcie oczywiście :)