Żegnajcie!

Ludzie minął już rok i postanowiłem, że zakończę bloga. Zajrzyjcie tu za rok, a być może zastaniecie kolejne opowiadania. Ja będe wpadał na bloga patrzeć na komentarze czytać to co napisałem. Jeśli się dowiecie czy będzie nowa seria napiszcie w komentarzu, ja to przeczytam. Napiszcie nawet za rok lub dwa. Ten rok z huntikiem był ciekawy. Miałem wzloty i upadki weny. Mam nadzieję, że będą nowe serie huntika.

Na razie!  ;-) :mrgreen:

22.Bitwy ciąg dalszy.

Okolice wulkanu.

Bitwa trwała oczywiście w najlepsze. Już około godziny obydwie strony walczyły ze sobą. Lucas zawołał do Loka.

-Poradzisz sobie?

-Co kombinujesz?-spytał Lok, który miał krótką przerwę w walce, ponieważ nikt go nie atakował.

Lucas odpowiedział skinieniem głowy na stronę Montehue.

-Zhalia! Maska, teraz!-krzyknął Dante orientując się na co wpadł Lucas. On i Sophie podeszli do oddziału Loka, by go wspomóc. Zhalia użyła maskowania. Lucas natomiast zasugerował odwrót, a oddział Loka pojawił się na wschodzie odcinając Wojownikom drogę na południowy wschód, gdzie udał się Lucas, oraz maskująca się Zhalia. Po takim przegrupowaniu Wojownicy musieli się odpowiednio ustawić. I to wykorzystał oddział prowadzony przez Loka, który zwarty w jedną całość ruszył na Wojowników miał duże szanse. Musiał on pokonać około cztery i pół tysiąca Wojowników. Ale to nie było ich celem. Celem było dostanie się do Sueza i Szwika. Jednak Zhalia sama nie da rady ich pokonać. Zrobiłby to Lucas, ale on sam musi ją osłaniać. Szturm Lucasa na Południe był tym, co mogło ustawić losy bitwy. Lucas w swoim planie dodał jeden bardzo ważny ruch. Ukrył Ikary, a szturm miał tylko dać im czas na przelecenie nad Wojownikami. Gdy już to się stało Lucas zasugerował odwrót, a Wojownicy, którzy byli pewni swego ruszyli za nimi. Ikary bez względu to wykorzystały i pozabijały aż 950 Wojowników swym atakiem z zaskoczenia. Plan Lucasa był genialny. Ikary wycieńczone walką wróciły do amuletów, a Lucas wraz ze swoim oddziałem ruszył na Wojowników. Nikt nie spodziewał się tego, że to młody Casterwil będzie postacią kluczową w bitwie. Ale to jeszcze nie koniec. Podczas, gdy Casterwilowie walczyli z Wojownikami, Lucas popędził, by wspomóc Zhalię. Zauważył to jednak Gultard. Popędził i odciął mu drogę do wulkanu.

-Stań ze mną do walki. Najsilniejszy z Casterwilów, kontra ja, najsilniejszy z Wojowników. Jeden na jednego, bez tytanów!-wyzwał Lucasa na pojedynek Gultard.

-Dobrze! Ty i ja.-Lucas zgodził się, ponieważ honor nie pozwolił mu uciec. Był pewny siebie. Stanęli od siebie na około 10 metrów. Gultard i Lucas w jednym momencie ruszyli na siebie. Lucas wykonał skok do góry będąc bardzo blisko rywala i kopnął go w głowę. Niecelnie. Wylądował parę metrów od Gultarda, który bez wahania wystrzelił Klątwę Śmierci. Lucas zablokował to gardą honoru. Wiedział, że w końcu jego rywal się zmęczy, więc nie chciał samemu atakować. Blokował się Gardą Honoru. W końcu nadszedł czas, gdy zobaczył, że rywala włosy są mokre. Teraz ruszył do ataku. Nagle podbiegł do niego i pięścią uderzył w brzuch.Siła uderzenia oddaliła rywala od Lucasa o pięć metrów. Ten nieco skulony chciał przezwyciężyć ból. Wystrzelił Klątwę śmierci, która spotkała się z Ognistym Językiem Lucasa. Jego rywal słabł z każdą sekundą. Lucas postanowił puścić zaklęcie i wyskoczyć Hiper-skokiem zaklęcie Gultarda, które miało trafić Lucasa zderzyło się ze skałą, która stała nieopodal.Lucas skierował swój skok ku Gultardowi i kopnięciem w brzuch wywołał olbrzymi ból rywala, który położył się na Ziemi.

-Walka o śmierć i życie? Przegrałeś ją. Ognisty Język!-Lucas dopełnił formalności i zabił rywala mocą uderzoną prosto w głowę. Gultard po kilku minutach stracił życie.

W tym czasie Zhalia weszła na szczyt wulkanu. Lucas po pokonaniu Gultarda osłaniał Zhalię, ale nie miał od czego, ponieważ nikt jej nie widział. Paolo zobaczył, że droga do wulkanu jest wolna i popędził tam, wcześniej dyskretnie używając maskowania. Lucas postanowił, żeby Dante dał mu prowadzenie bitwy. Miał już swój plan na bitwę. Rozkazał Ludziom, którzy zostali, by przegrupowali się, i żeby czterystu walczyło, a stu, by osłaniali wulkan. Na czele obrony była Sophie, a Dante, Lucas, Montehue i Lok prowadzili atak. Paolo skradał się przed Szwika. Tytany miał jednak Suez, jednak Paolo widział Zhalię, która maskowała się. Lucas natomiast widział Paolo, dlatego sam nie poszedł w kierunku Sueza i Szwika. Paolo wreszcie odważył się i przestał używać maskowania. Nóż, który trzymał dłoni zatopił się w żołądku stratega Wojowników. Suez zorientował się, że ktoś może zaatakować go od tyłu. Zhalia zaatakowała go ale ten odskoczył. Suez spojrzał w krater wulkanu. Jeszcze chwila. Uciekał przed przeciwnikami z Fundacji używał Hiper-skoku, byle by tylko przeczekać, aż w końcu pojawi się lawa.

W tym samym czasie, pole bitwy przed wulkanem.

-Metz co ty tu robisz?-spytał Dante swego mentora, który przeszedł do ofensywy.

-Jestem w Fundacji od lat. Nie może mnie zabraknąć w takiej bitwie.-nadeszła odpowiedź.

Nagle pojawił się Profesor. Nakazał swym ludziom, aby utworzyli jakąś dziwną formację. Ta formacja popędziła na Fundaję i Casterwilów z nożami, a oczywiście im uciekli. W ten sposób odzyskali wulkan.

Na wulkanie.

-Już czas.-Suez powiedział, gdy zobaczył w wulkanie lawę. Paolo to usłyszał. Zhalia mrugnęła do niego. Suez wyrzucił tytany do wulkanu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sorki, że takie krótkie, ale w następnym odcinku będzie więcej. Sądzę, że będzie to opko ciut długawe, więc wyjdzie w następnym tygodniu. Nara :D No i komentujcie oczywiście :)